18 28 527 09

biuro@orawa.eu

Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Orawa w czasach zarazy - pogromcy

Kategoria:

Figura Najświętszej Marii Panny Niepokalanego Poczęcia, Chyżne, 1760 r., fot. R.CiokFigura Najświętszej Marii Panny Niepokalanego Poczęcia, Chyżne, 1760 r.

Najnowsze wydarzenia związane z pandemią koronawirusa SARS-CoV2 mimowolnie kierują nasze myśli ku tragicznym wydarzeniom z przeszłości. Pamięć o strasznych pomorach i zarazach, które okrutnie naznaczyły historię ludzkości, co pewien czas odżywa. Sama myśl o takich chorobach jak dżuma, zwana czarną śmiercią lub morowym powietrzem, trąd, ospa, gruźlica czy hiszpanka wzbudza w nas lęk i przerażenie. Ślady tych tragicznych wydarzeń możemy odnaleźć także na Górnej Orawie. Podróżując orawskimi drogami często mijamy echa dawnych dramatycznych wydarzeń, bowiem wśród licznie zachowanych figur kamiennych są również te przypominające czy ostrzegające przed zarazami, jakie nawiedzały w przeszłości orawskie miejscowości. Dzisiaj znowu dają o sobie znać odwieczne lęki. Warto wiec przypomnieć sobie o trzech pogromcach zarazy św. Sebastianie, św. Rochu i św. Rozalii, których wizerunki możemy dostrzec na niektórych cokołach orawskich, kamiennych figur. Dawniej nasi przodkowie właśnie tych świętych prosili o opiekę i ochronę przed zarazą czy nieuleczalną chorobą.

Św. Sebastian był legionistą rzymskim żyjącym za rządów cesarza Dioklecjana. Przyjął chrześcijaństwo, za co został skazany na śmierć. Strzały wypuszczone z łuków rzymskich wojowników zraniły go, lecz nie zabiły. Po wyzdrowieniu nadal został wierny chrześcijaństwu, za co ponownie został skazany na śmierć, którą poniósł w wyniku pobicia kijami. W ikonografii często przedstawia się go właśnie z tkwiącymi w jego ciele strzałami, które symbolizują zarazę. Taki też wizerunek św. Sebastiana znajdujemy na figurze Najświętszej Marii Panny Niepokalanego Poczęcia w Chyżnem z 1760 r.

Relief na figurze NMP z Chyżnego - od lewej: św. Sebastian, św. Rozalia i św. Roch, fot. Archiwum M-OPERelief na figurze NMP z Chyżnego - od lewej: św. Sebastian, św. Rozalia i św. Roch, fot. Archiwum M-OPEOdnajdziemy na niej również podobiznę następnego z pogromców zarazyśw. Rocha patrona zadżumionych i pielgrzymów. Żył on w XIV wieku i jako młody chłopak pozbył się swojego majątku, poświęcając życie ubogim, chorym czy potrzebującym. Z rodzinnego miasteczka Montpellier położonego na południu Francji udał się do Włoch, w których panowała zaraza. Tam, między innymi w Rzymie, miał dokonywać licznych cudownych uzdrowień. Wracając do rodzinnej Francji ukrył się w lesie, ażeby nie narazić innych na zarażenie chorobą. Według tradycji przetrwał w odosobnieniu dzięki psu przynoszącemu mu pożywienie. W końcu wyruszył w dalszą podróż, lecz w jej trakcie został posądzony o szpiegostwo i wtrącony do więzienia, gdzie zmarł. Ukazywano go w stroju pielgrzyma, często ze stojącym lub leżącym obok wiernym psem.

Ogromną popularnością cieszyła się na dawnej Orawie św. Rozalia – patronka przynosząca ratunek w czasie szerzenia się chorób zakaźnych. Według inwentaryzacji figur kamiennych przeprowadzonej przez profesora Tadeusza Trajdosa po polskiej stronie znajduje się pięć reliefów z jej podobiznami. Św. Rozalia żyła w XII wieku, była księżniczką pochodzącą z normańskiej Sycylii i zamiast dostatku wybrała pustelnicze życie. Według tradycji i legendy w 1624 roku podczas szalejącej zarazy w Palermo św. Rozalia objawiła się pewnej kobiecie, wskazując jej jamę skalną, w której spoczywały doczesne szczątki świętej. Procesja z relikwiami św. Rozalii po mieście zahamowała epidemię. Po tym wydarzeniu papież Urban VIII przeprowadził jej kanonizację, a jezuici rozpropagowali jej kult w całej katolickiej Europie. Świętą przedstawiano zazwyczaj w grocie lub na łące albo podczas snu na skalnym łożu, a jej atrybutami są: wieniec z białych róż na głowie, krzyż i czaszka.Św. Rozalia - płaskorzeźba, cokół figury św. Jana Nepomucena, Jabłonka, 1752 r., fot. R. CiokŚw. Rozalia - płaskorzeźba, cokół figury św. Jana Nepomucena, Jabłonka, 1752 r., fot. R. Ciok

Trudne doświadczenia nie omijały Orawy. Pozostawiły po sobie, oprócz historycznych relacji i świadectw, trwałe pomniki w postaci kamiennych figur, które nasi przodkowie fundowali w podzięce albo w błagalnej prośbie. Miejmy nadzieję, że ten niełatwy czas, kiedy nasze społeczeństwo po raz kolejny staje w obliczu nagłej i niespodziewanej zarazy, skłoni nas do refleksji i zadumy i, ufając w dokonania współczesnej medycyny, ludzki rozsądek i odpowiedzialność, będzie dla nas łaskawy.

Zakończmy słowami profesora Andrzeja Szczeklika, który w swojej książce Katharsis wydanej w 2009 roku pisał tak:

Trwają przygotowania następnej pandemii grypy. Od ostatniej, która pochłonęła pół miliona istnień ludzkich minęło z górą ćwierć wieku. Glob ziemski pokryła sieć krajowych laboratoriów.[…] Główną trudność stwarza szybka, masowa produkcja szczepionek. Aktualnie od rozpoznania nowego, wirulentnego szczepu do wytworzenia szczepionki mija pół roku – czas bardzo długi, jeśli mierzyć go miarą pandemii. Czynione są ogromne wysiłki, by czas ten skrócić, by wytworzyć szybciej szczepionkę przeciw Chimerze, gdy nadciągnie.

Wspomnieć również trzeba o książce prof. dr hab. Tadeusza Mikołaja Trajdosa pt. Przydrożne i cmentarne figury kamienne na Orawie w granicach Polski wydanej po raz pierwszy przez Muzeum – Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej, która była inspiracją i pomocą w opracowaniu tego tekstu. Jest to dzieło wyjątkowe, monumentalne, w którym autor ukazuje nam w sposób naukowy, a zarazem wielce interesujący i ciekawy, część orawskiej historii. Jest to właściwie barwna opowieść o 102 zabytkowych figurach kamiennych, o ich fundatorach, o znaczeniu przedstawień ikonograficznych, o kontekście, często tragicznym i dramatycznym, ich powstania. Jednocześnie pozycja ta uświadamia nam, że te, pozornie nieme pomniki przeszłości, mogą nam wiele opowiedzieć, a tym samym są niejako łącznikiem miedzy światem współczesnym, a przeszłością. Warto, nie tylko w takich okolicznościach, zaglądać do tego cennego wydawnictwa.

Marcin Kowalczyk