18 28 527 09

biuro@orawa.eu

Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Wiosna w skansenie

20200402 140005Jeden ze skansenowskich krokusów; fot. Dominika Wachałowicz-Kiersztyn

Jako kozde wiesny

kwitno na Orawie krokusy.

Piyknościom ocy radujo,

a serce nadziejom

na ciepło wiesne

i lato zbierne.

Kieloz to pokolyń Orawioków

na wos sie zapoziyrało

i nad siyłom zycio zadumało?

Oni sie minyli.

My idyme za niymi,

a wy co roku w jarny cas

ozyjecie.

Cy jesce wos obziyrać bedo

Ci co po nos nastano?

Kie tyn świat

tak dziwnie gazduje,

ze downości nie cuje.

Emil Kowalczyk, Wiesna

Pogodny początek kwietnia tego roku w orawskim skansenie spowodował, iż wczesne wiosenne kwiaty rozkwitają na zmęczonej zimą trawie, pławiąc się w ciepłych promieniach wiosennego słońca. Śpiew ptaków, szum lasu rosnącego na stokach pobliskiego Kamionka i szept przepływających przez zubrzyckie muzeum potoków: Czarnego, Składzisk (tworzących po połączeniu potok Solawka), a ponadto przykopy i dwóch strumieni bez nazwy, o krystalicznie czystej o tej porze roku wodzie pozostawia nas w zachwycie dla sił witalnych przyrody, która co roku odradza się do życia wraz z nadejściem wiosny.

20200402 142610Wiosenny widok najstarszą część skansenu; fot. Dominika Waxhałowicz-Kiersztyn

Na uroczych, muzealnych ścieżkach możemy podziwiać o tej porze roku: cebulicę syberyjską, śnieżyczki przebiśniegi i nieśmiało rozkwitające żonkile, które tworzą wzorzysty, kwietny dywan przed dworem Moniaków. Są i krokusy, które swoje fioletowe kwiaty prezentują pięknie w zacisznym ogródku przed chałupą Marysi Misińcowej. Na skraju łąk w nowej części skansenu widać nieliczne podbiały, a w ogródku przy chałupie Świetlaka rozkwitł już wdzięczny wawrzynek wilczełyko. Nad potokami gdzieniegdzie leży jeszcze śnieg i lód, jednak i tu pojawiły się lubiące wilgoć śledziennice i lepiężniki.

Strumienie zachwycają krystalicznie czystą wodą, którą kiedyś w Wielki Piątek o świcie obmywano się rytualnie oczyszczając duszę i ciało z wszelkich chorób i słabości w imię Jezusa cierpiącego za na krzyżu.

Budząca się do życia flora i szumiące, rozmigotane odbijającym się słońcem wody skansenowskich potoczków stają się miłym wytchnieniem i zachętą do bliższego poznania otaczającego nas krajobrazu. Jeżeli tylko warunki na to pozwolą, już niebawem zaprosimy Was na ścieżkę przyrodniczą wytyczaną w naszym muzeum, którą poznacie wędrując z aplikacją mobilną, folderem, rozwiązując questy – wiosną, latem, jesienią i zimą. Jest to część naszego projektu Muzea otwarte, dzięki któremu chcemy udostępnić nasze przestrzenie dla jak największego grona odbiorców.

Zapraszamy do odwiedzenia galerii zdjeć Wiosna 2020 [kliknij]

Dominika Wachałowicz-Kiersztyn

Ocalić od zapomnienia: kapusta

kapustaNasiona kapusty; fot. Dominika Wachałowicz-KiersztynJózef Pieniążek pisał w 1934 r. w „Wierchach”: Pożywienie, na równi z odzieniem i mieszkaniem należy do najpoważniejszych i najistotniejszych spraw i trosk człowieka, wiąże się bezpośrednio z jego bytowaniem i jego kulturą materialną.

Tak oto i kapusta wpisuje się w byt i kulturę materialną Orawy. W okresie zimowym i wiosennym była codziennym pożywieniem. Wielki Post wymagał od ludzi ograniczenia jedzenia i umartwienie ciała – dobrze było się najeść raz dziennie, do syta.

Nasiona kapusty były wsiewane do ziemi pod oknami chałup już w Wielki Czwartek. Należało zdążyć z tym do czasu zawiązania dzwonów w kościele – wtedy będą się rodzić dorodne główki. Należało śledzić, czy ziarno kiełkuje, a gdy wyrosło – przesadzić rozsady na zagon. Ziemia na Orawie jest trudna w uprawie, więc taki zagon trzeba było wcześniej dobrze przygotować, żeby zebrać plon.

Po zebraniu kapusty należało ją oczyścić, następnie odciąć korzeń, a główki pokrajać i warstwami układać w beczkach stu-, a nieraz nawet dwustulitrowych. W czasie układania deptano ją nogami (uprzednio umytymi), najczęściej deptającymi byli mężczyźni. Jedyną przyprawą, jaką dodawano wtedy była sól. Ubitą i obciążoną kamieniami w beczce kapustę przechowywano w komorze lub w rogu izby. Aby nie uległa zepsuciu trzeba zmywano ją (w zimie raz w tygodniu, potem, w cieplejsze dni, dwa razy). Tak ukiszoną kapustę wykorzystywano do przyrządzania różnych posiłków, była solidną dawką witaminy C w okresie zimowym i wiosennym, wpływała pozytywnie na florę bakteryjną jelit i wspomagała odporność. Jedzono ją prosto z beczki.

beczkaBeczka na kapustę w chałupie Kotta; fot. Leszek JaniszewskiPrzyrządzanie kapusty do spożycia w Wielkim Poście.

Jadłospis od poniedziałku do soboty, według babcinej opowieści

1. dzień: surową kapustę wziąć z beczki lub kupić, dać na miskę i polać olejem lnianym.

2. dzień: surową kapustę dać do garnka – ugotować, podczas gotowania wrzucić łyżkę kminku i trochę posolić, dać 1 łyżkę oleju lnianego.

3. dzień: ugotować kapustę, dać garść grzybów i po ugotowaniu polać łyżką oleju lnianego.

4. dzień: ugotować kiszoną kapustę z niewielką ilością wody, w oddzielnym garnku ugotować ziemniaki (rzepę) w łupinach. Obrać rzepę z łupin, dać na blachę pieca kuchennego lub na blaszkę, opiec z każdej strony. Do jednej miski wyłożyć ugotowaną kapustę, do drugiej ziemniaki i spożywać. Najlepiej smakuje, jeśli spożywa się łyżką, która jest zrobiona z lipy.

5. dzień: z kiszonej kapusty odcisnąć sok, tzw. kwaśnicę. Dać ząbek czosnku, cebulę, parę ziaren kminku, parę suszonych grzybków i gotować. Podczas gotowania dolać trochę słodkiego mleka. Spożywać z uprzednio ugotowanymi ziemniakami które należy przed podaniem rozgnieść.

6. dzień: jeśli zachowała się główka kapusty słodkiej (nie kiszonej). należy ją pokrajać, zalać wodą, posolić do smaku i ugotować. Podczas gotowania dolać słodkiego mleka. Jeść z gotowanymi ziemniakami.

Jednym słowem: śniadanie – kapusta, obiad – kapusta z rzepą, kolacja – wszystko razem, zmieszane.

Jak mówi przysłowie: gospodarz bez kapusty miewa brzuch pusty – szczególnie w dawnych czasach, kiedy kapusta jałowabeż mięsa i tłuszczy, była głównym pożywieniem w okresie Wielkiego Postu.

Smacznego!

Kapusta w medycynie ludowej – przepisy stosowane przez babcie.

Jak boli głowa – ukiszoną kapustę wycisnąć, dać do kawałka materiału i przyłożyć na czoło.

Jak bolą kolana – zgnieść listki słodkiej kapusty i obłożyć kolana.

Na owsiki – pić sok z kapusty kiszonej.

Na kaszel – podgrzać szklankę soku z kapusty, dać trochę soli, wypić ciepłe. Liście surowej kapusty przyłożyć na plecy wcześniej trochę natłuszczone smalcem z gęsi domowej. Można włożyć ciepły podkoszulek żeby się rozgrzać, a najlepiej użyć babcinej pierzyny.

Zofia Warciak

Ocalić od zapomnienia: chleb piecony w izbie orawskiej

star, masywny pobielony piec w dworze MoniakówPiec w dworze Moniaków,; fot. Dominika Wachałowicz-Kiersztyn

Chleb pokarm, o ktorego pytomy co dziyń w pocierzak Ojca nasego ktory jes w niebie: Chleba nasego powsedniego dej nom dzisiok. Pytomy samego „chleba”, bez dodatków, bo chleb od downa jes nojwoznyjsym jadłym dlo cłowieka i darym Bozym. W dziysiejsyk casak mozno chleba kupić pod dostatkiym o roznyk smakak, ale tyn co się upiece w doma, jego smak dostaje w pamiynci na wdy.

Zeby upiyc chleb po piyrse trza wiedziec jako to zrobić. Nojlepi jak się to widziało w doma abo u babki. Zeby chleb był dobry to trza znać troche zakazów, przesądów, zwycajów i mieć dobry piec, ale i naczynia potrzebne do zarobiynio ciasta.

Zakazy i przesądy z opowiadanio babki:

  1. Nie piyc chlyba w piątek, bo to dziyn, w ktorym umarł Pon Jezus na Krzyzu. Mozes zrobić ino zacyn (rozczyn).

  2. Nie zaziyroj jak ciasto rośnie, bo opadnie i upiece się zakalec.

  3. Nie pol w piecu drzewym, w który trzasnoł pieron.

  4. Nie pol w piecu drzewym zbabranym.

  5. Nie puscoj do domu nikogo obcego, zeby chlyb nie dostoł uroku.

  6. Nie wodzć (kłócić się) się z chłopym, ani z dzieciskami, zeby diabeł się nie ciesył, bo upiece się zakalec.

  7. Nie siadoj, kiedy pieces chlyb, bo chlyb opadnie jak się będzie piyk w piecu.

  8. Naczynia nie dawoj na przeciągi.

  9. Nie pozycoj nikomu nacyń, zeby ci nie zaurocyły inne baby, a jak pozycys to oddane pokrob wodą swiynconom, ale tak zeby one nie widziały.

Inne znane zwyczaje:

  1. Przezygnoj się Krzyzym Świyntym, kiedy zacnies robić ciasto na chlyb.

  2. Ubier się cysto i radośnie bo piecynie chlyba to świynto w doma.

  3. Miysoj ciasto od lewej strony, zeby rosło.

  4. Cmokoj i mlaskoj kiedy ciasto rośnie.

  5. Posprzontoj w środku piec chlybowy i pokrob go wodom świynconom,zeby złego wygnac z pieca.

  6. Przezegnoj chlyb, kiedy bedzies wkładac go do pieca

  7. Kie się chlyb upiece, dej go na wyrko na zogłówek albo pierzyne zeby pomału chłodnoł

  8. Nie kroj, ino łomoj potroche kozdymu.

Stary przepis na chlyb po orawsku:

Nastrój mąke: weś ziarno zyta i pszenicy, zmiel na mąke w młynku albo w downym młynku – żarnach kamiennych.

Produkty na jedyn chlyb:

Dej 1kg monki zytniej,1 kg monki pszennej, 1 liter wody letniej, 1 śklonke mlyka, 3 łyzki soli, 1 łyzke cukru, 7dkg drozdzy, (albo zrób zacyn, cyli dej do gorka kamiennego pół kilo mąki zytniej, zalej ciepłom wodom na noc, dej do ciepłego miyjsca zeby zakisło).

Ciasto:

Obie mąki przesiej przez przetacek. Do małej gielatki (drewnianego nacynia) dej ciepłe mleko, drozdze, cukier, po gorzci monki i dostow zeby wyrosło. Zrób to wiecór.

Rano do tego zacynu drozdzowego albo tego zrobionego z maki zytniej dej reśte składników i zarobioj tak, jak zwycoj koze. Jak ciasto będzie odchłodziło od rąk to jus jes wyrobione. Przykryj ścierkom i dostow, zeby wyrosło. Po wyrobieniu ciasta uformuj chlyb okrągły, dej do opołki (formy drewnianej lub zrobionej ze słomy) i dostow zeby wyrósł.

Piecenie:

Chłop niek nastroi patyki suche, takie długie, to radzili na to szczapy drewna.

Dej ik do pieca, zapol-, niek sie piec mocno łozgrzyje. Po wypolyniu patyków posprzontoj piec z reśtek wyngli drzewnych i popiołu, nojlepi wysuszonym skrzydłem z gynsi. Chodź do pieca gorzć mąki, zeby sprowdzić cy piec jest nagrzony. Jak mąka będzie się wartko rumienić to jes ciepły, a jak nie, to piec trza dogrzoć. Do ciepłego pieca dej ciasto z opołki na łopacie. Zamknij piec. Po godzinie otwórz piec i przesuń chlyb do przodku pieca albo do zadku zeby się równo upiyk. Wyjmij z pieca, posmaruj wodom albo mlykiym i jesce na minute dej z powrotym do pieca po to, zeby skórka chleba była piykno i się świyciła. Upiecony wyjmij, dej na zogłówek, zeby ochłodnoł, a do pieca dej jedyn patyk, zeby piec nie był pusty do nastympnego piecynio.

Nie mortw się, jak Tobie za piyrsym razym się nie udo. Zrób za tydziyn na pewno będzie lepi. Kiedy pieces chlyb ni mozes być zło ani chłoro, bo ci się nie udo upiyc dobrego chlyba godała moja babka i powtarzała moja mama.

Powiedzonka babki:

Kiedy ci spadnie chlyb na ziym, to dzwignij i pocałuj, nie przeklinoj, podziel sie z inymi, a reśtki wysus, a nie wychadzuj. W razie biydy zmoc kromki wodą, dej do mlyka abo posmaruj śmietanom odmiynknie i zjys ze smakiym.

Kie sie stracis i nie bedzies wiedzioł jako się wrócić do domu, przyboc se z kim się dzieliłes chlebym w wilijo a trafis do domu z powrotym.

Poświynć chlyb po wigili w św. Szczepana. Na wiosne, kie bedzies sioła albo sadziła rzepe i inne nasiona, dej na zogun albo na grzontke, zebyś miała plon. Poświynć tys chlyb w Wielko Sobote, a kie bedzies chłoro alebo twoje zwierzynta, to zjydz na zdrowie.

Troche jes roboty, ale godali że bez roboty nie zjys kołocy, cyli po nasymu: jak się nie łorobis, to swojego nie zjys. Jak to sytko bedymy przestrzegac, co nom dostawili w tradycji nasi przodkowie i sanowac ziym jako matke rodzącą plony, to zawse bedymy zyć w dostatku.

Zofia Warciak

moskole - kilkanaście małych placków piekących się na piecu z blachąMoskole pieczone w trakcie zajęć "Od ziarna do chleba" w skansenie; fot. Roman CiokP.S.

Nojprości i nojwarci upiyc starodowny moskol mały okrągły placek na ciepłych

blachak pieca albo na patelni.

Przepis:

Weś 1 kg mąki, 1 łyzecke sody, scypte soli, pół litra wody ciepłej albo mlyka słodkiego, może być i mleko kwaśne.

Wykonanie:

Do miski wlej trochę wody albo mleka, dej sode i sól, wymiesoj, a kie to zrobis, dodawoj mąke i miysoj, coby ciasto było gynste. Kie wyrobis ciasto, to bier po troche ciasta łyzkom, łobsyp mąkom i piec z obu stron.

Mozes moskol jes som albo popić mliykiym, posmarować co mos w doma!

Ocalić od zapomnienia: jadło wielkopostne

Produkty uzyskane z uprawy roli, hodowli bydła i zbieractwa, które używano do przygotowywania potraw w okresie Wielkiego Postu.

Z uprawy roli pozyskiwano:

  • różnego rodzaju zboża – orkisz, owies, jęczmień, żyto, pszenica ozima i jara, len i siemię lniane, a także, w ostatnim dwudziestoleciu, pszenżyto,
  • rzepę (ziemniaki), groch, bób, kapustę, brukiew (kwaki), czosnek i cebulę.

Dzięki hodowli pozyskiwano:

  • mleko słodkie i kwaśne, śmietanę, masło, maślankę, sery, serwatkę,
  • mięso, tłuszcz.

Zbieractwo dawało:

  • suszone grzyby, suszone jabłka i borówki – czarne jagody,
  • zioła i przyprawy.

Z wyżej wymienionych zbóż, szczególnie z orkiszu, owsa, żyta, jęczmienia robiono mąkę z której wypiekano moskole (czyli placki) na blasze, na piecu, gotowano kluski, zacierki, rzezańce (makarony).

Chleb rzadko w poście pieczono. Wypiekano go dopiero na Wielką Niedzielę. Chleb wyrabiano wówczas z najlepszej mąki – pszennej.

Kaszę z kolei pozyskiwano z ziarna jęczmienia, które tłuczono w stympie

Kawa zbożowa powstawała przez prażenie ziarna zbóż na piecu. Uprażone ziarno mielono w specjalnym ręcznym młynku celem pozyskania kawy.

Ziemniaki były codzienną potrawą. Gotowano je w łupinach i pieczono na piecu, obierano i gotowano. Po ugotowaniu spożywano tłuczone lub całe, a także tarte na różne kluski albo dodawane do mąki, żeby potrawy mączne były dłużej świeże.

Kapustę jadało się prawie codziennie: kiszoną i gotowaną lub tylko kiszoną i okraszoną olejem. Z niej też odciskano sok na kwaśnicę, którą podgrzewano i pito w czasie przeziębienia albo gotowano tzw. postną kwaśnicę (tj. bez mięsa). Jadano też kapustę na słodko, nie kiszoną, a tylko poszatkowaną, zalewaną mlekiem i gotowaną.

Groch gotowano w osolonej wodzie i spożywano suchy lub gotowano z niego zupę.

Bób pieczono na piecu albo, podobnie jak groch, gotowano w osolonej wodzie i spożywano po odcedzeniu.

Brukiew czyli kwaki uprawiane były w każdym gospodarstwie. Kroiło się je na plastry i piekło na rozgrzanym piecu.

Czosnek i cebula służyły nie tylko w kuchni, ale też używano ich w celach leczniczych.

Mleko, jeśli tylko było, rozcieńczano wodą do spożycia, ale również zakwaszano, żeby mieć śmietanę, ser i serwatkę.

Śmietanę wykorzystywano na masło, które sporządzano w drewnianym naczyniu – maśnicce. Po zrobieniu masło solono lub topiono, w czasie postu go nie spożywano. Produktem ubocznym powstałym w trakcie wyrabiania masła była maślonka, którą stosowano jako osobny napój lub dodawano ją do gotowanych ziemniaków.

Ser pozyskiwało się z podgrzanego kwaśnego mleka, o ile krowy w gospodarstwie się dobrze doiły i było mleko. Podgrzane kwaśne mleko należało oddzielić od płynu – serwotki, a uzyskany syr dać do płóciennego woreczka w kształcie serca. Woreczek z serem wkładano do drewnianej prasy i ściskano, żeby resztki serwatki wyciekły. Po 3 dniach serek wyciągano z woreczka i kładziono na zapiecek, żeby go wysuszyć. Podczas suszenia należało taki serek troszeczkę posolić i co parę dni odwracać, aby równomiernie wysychał. Tak wysuszony tarło się potem do różnych klusek. Niewysuszony zaś służył do codziennego spożycia.

Mięso jadano tylko w niedzielę i w małych ilościach, szczególnie drobiowe. Gotowano polywke, czyli rosół na mięsie drobiowym. Ugotowane spożywano razem z ziemniakami i rosołem.

Tłuszcz – jedynym tłuszczem spożywanym w okresie Wielkiego Postu był olej, który był tłoczony z siemienia lnianego w wiejskich olejarniach. Z 1 kg siemienia lnianego można było wytłoczyć ok. miarkę oleju, czyli 1/4 litra. 1 kg wysuszonego siemienia lnianego należało stłuc na mączkę, następnie zmieszać ją z wodą, ugnieść i rozrobić. Tak otrzymaną mieszaninę należało ogrzać w garnku mieszając, żeby się nie przypaliła. Powstałą papkę przekładano do płóciennego woreczka i wyciskano z ciepłej masy olej. Zlewano go do butelki szklanej i zakręcano, resztki dawało się bydłu lub kurom.

Grzyby, których zbierano bardzo dużo latem i jesienią, suszono na zewnątrz pod strzechą nawiązane na nić i podwieszone pod okapem chałupy niczym sznury korali. Jeśli pogoda była niesprzyjająca – suszono je na zapiecku. Po wysuszeniu przechowywano w małych srombkak, czyli skrzynkach lub w płóciennych torebkach na zapiecku. Obok kapusty i ziemniaków były podstawowym produktem do przygotowania potraw.

Jabłka i borówki również suszono, potem przygotowywano z nich kompoty i marmoladę. Suszone jedzono też… zamiast cukierków.

Ziół używano jako przypraw i w celach leczniczych. Wśród nich był kminek, mięta, dziurawiec, kwiat lipy, lubczyk, macierzanka. jałowiec, liście maliny, jeżyny i poziomek, brusznic i borówek i wiele wiele innych.

Z wyżej wymienionych produktów dawne Orawianki potrafiły przygotować rozmaite poste posiłki dla swojej rodziny.

Jak przechowywano te produkty i gdzie oraz jakie dania przygotowywano napiszemy niebawem.

Zofia Warciak

Kwietno Niedziela i zbójeckie skarby

Kwietno Niedziela, czyli Niedziela Palmowa rozpoczyna okres Wielkiego Tygodnia, w którym obok kościelnych uroczystości następowała intensyfikacja ludowych obrzędów i zwyczajów. Większość z nich nie zachowała się do naszych czasów, a jedynie przetrwały pewne ich relikty, na przykład tradycja związana ze święceniem palm. W Kościele katolickim przypominają one triumfalny wjazd Jezusa Chrystusa do Jerozolimy, a samo święcenie zielonych gałązek wprowadzono do liturgii Niedzieli Palmowej w XI stuleciu.

zubrzyca gorna procesja w niedziele palmowa 0011Zubrzyca Górna. Procesja w Niedzielę Palmową; fot. Archiwum M-OPEOrawianie w tym uroczystym dniu przynoszą do kościoła kyćki, kycicki, bazicki, bo tak tutaj nazywa się palmę wielkanocną. Owe kycicki to skromne, ale pełne uroku, wiązki gałązek wierzbowych z pączkami. Nasi antenaci dla ochrony przed nieurodzajem do bukietu kycicek dołączali gałązkę jałowca, którą na wiosnę, podczas pierwszej orki wkładali, już poświęconą, pod pierwszą skibę. Pasterze, juhasi, czy wolorze wykonywali w tym czasie również porwózki, czyli sznury do pasterskiego bicza, którym obwiązywano bazicki i tym samym był on również poświęcony. Przy wypasie, na pastwiskach, polanach czy babiogórskich halach owi pasterze posługiwali się tym właśnie biczami, które miały im zapewnić szczęście i pomyślność. W każdy piątek Wielkiego Postu zapobiegliwy gazda robił jeden krzyżyk z drewna lub gałązek (w sumie 7), które potem umieszczano w wiązce bazicek. Po poświęceniu kycicek 6 krzyżyków wkładano za krokiew w domu dla ochrony przed piorunami, a jeden krzyżyk wraz ze święconymi kycickami dawano do pierwszego siewu. Palma w tradycji chrześcijańskiej symbolizuje zarazem męczeństwo i triumf, mękę i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, a także nieśmiertelność ludzkiej duszy. Procesje z palmami wielkanocnymi przekazują więc głębokie religijne treści i są jednym z ważniejszych elementów uroczystości kościelnych w trakcie Kwietnej Niedzieli.

ryc palmowa tokarniaTokarnia. Fragment procesji w Niedzielę Palmową Z Chrystusem na osiołku rzeźbionym przez Józefa Wronę, około r. 1970. Fot. z T. Chrzanowski, M. Kornecki, "Sztuka Ziemi Krakowskiej", Kraków 1982, s. 677. Jednak w dawniejszych czasach oprócz doniosłej i uroczystej atmosfery przenikała tutaj też nuta hałaśliwej zabawy związanej z pogańskimi, słowiańskimi obrzędami. W kulturze ludowej wielkanocna palma to symbol życia, witalności i budzącej się przyrody, a procesja z nimi wokół kościoła do dziś ma charakter radosny, promieniujący wręcz barwnością i jaskrawością kolorów. Od XV wieku znana była na terenie całej Europy i Polski procesja z drewnianą figurą Jezusa, którą na wózku obwożono wokół kościoła. Często wózek ten prowadziły zacne i znaczące osobistości, a zgromadzony tłum, tak jak niegdyś w Jerozolimie, rzucał pod jego kółka gałązki wierzbowe. Dużo nie trzeba było, aby ta uroczysta i podniosła atmosfera zakłócona została gwarnymi harcami oraz zabawą. Dlatego pod koniec XVIII-go wieku władze kościelne wydały zakaz wożenia figury Jezusa, nastąpił zanik procesji z Jezuskiem Palmowym. Obrzęd wspominamy nie bez przyczyny, bowiem na terenie naszego muzeum znajduje się drewniany kościółek przeniesiony z Tokarni. Wokół tej świątyni, w latach 70-tych XX wieku, gdy jeszcze stał na swoim pierwotnym miejscu, reaktywowano procesję z drewnianą figurą Jezusa. Inspiratorem i pomysłodawcą tego przedsięwzięcia był ówczesny ksiądz proboszcz parafii w Tokarni Jan Mach. Zachęcił on kościelnego Józefa Wronę do wykonania rzeźby figurki Chrystusa siedzącego na osiołku. Wzorem do odtworzenia takiej figury była zabytkowa, XVI-wieczna rzeźba znajdująca się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie. Procesja z tą figura Jezusa gromadziła co roku nie tylko wiernych z Tokarni i jej okolic, masowo przybywali, ciekawi tej widowiskowej uroczystości, turyści z całego kraju.

zubrzyca gorna procesja w niedziele palmowa 0014Zubrzyca Górna. Procesja w Niedzielę Palmową; fot. Archiwum M-OPENa Orawie istniał też zwyczaj, ale dla odważnych i nielękliwych ludzi, chodzenia w tą uroczystą niedzielę w góry, w poszukiwaniu zbójeckich jaskiń i piwnic. Wierzono, że w trakcie odprawiania mszy św. w kościele, kiedy kapłan zaśpiewa słowa „hosanna”, jaskinie pełne skarbów otworzą się, a kotlik z dukatami i drogocennymi przedmiotami będzie się suszyć po zimie. Byłaby to doskonała okazja do łatwego i szybkiego wzbogacenia się. Jednakże koniecznym warunkiem tego finansowego sukcesu jest umiejętność odnalezienia owych zbójnickich piwnic, których na orawskich groniach nie powinno brakować.

Być może w zubrzyckich lasach pod Babią Górą wciąż jeszcze są takowe, na przykład po zbójniku Janie Kowaliku, którego ciekawą historię przytacza Michal Merkaj w tekście Zbojnictwo na Oravie v 18 storoči. Zbójnik Jan Kowalik z Zubrzycy Górnej działał w pierwszej dekadzie XVIII wieku, najpierw w grupie pod przywództwem słynnego harnasia Baczyńskiego, a później już samodzielnie. Gdzieś około dnia św. Michała w 1732 roku, jeszcze we współpracy z Baczyńskim zaczaili się na pewnego kupca i czyhali na niego na granicy Królestwa Węgierskiego, na Beskidzie. Na owego kupca się nie doczekali, ale obrabowali trzech innych podróżnych. Do grupy zbójeckiej Kowalika należeli między innymi Juraj Lasak, również pochodzący z Zubrzycy, Wojciech Świstak z Osielca, Jakub Treblak i Maciej Dolech Skawicy, Józef Paluszak z Ochotnicy i Wojciech Łazarczyk. Ciekawostką jest, że razem z tą zbójnicką bandą chodziła również żona Jana Kowalika. Razu pewnego, gdy wracali z dalekiej wyprawy, włamali się do domostwa młynarza w Ochotnicy. Podczas plądrowania izb żona kowalika przebrana w męskie odzienie, z gunią zarzuconą na plecy i kapeluszem na głowie wartowała w sieni...

To tylko krótkie fragmenty z życia tego nieznanego orawskiego zbójnika i harnasia. O jego losach i jemu podobnych dowiadujemy się z archiwalnych dokumentów, często spisywanych podczas ciężkich przesłuchań. Intensywne oraz barwne zbójnickie życie niestety często kończyło się przedwcześnie i tragicznie. Czasem jedynym źródłem wiedzy o życiu zbójników są legendy, opowieści o ich czynach, odwadze, a także zbójnickich piwnicach pełnych skarbów.

Marcin Kowalczyk

Piscołka wielkopostna

Nasz kolega, pracownik muzeum i muzyk ludowy Marcin Kowalczyk opowiada o orawskiej piszczałce wielkopostnej i prezentuje grę na instrumencie.

Zapraszamy do oglądania i słuchania.