18 28 527 09

biuro@orawa.eu

Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Introligatorska prasa do złoceń Piotra Borowego

masywna prasa introligatorska , pod nią powiększona tabliczka z nazwą firmyEugeniusz Stercula na początku XX stulecia wykonał kilkaset fotografii, które dzisiaj stanowią niezwykłą dokumentację ówczesnego krajobrazu i charakteru orawskich miejscowości. Duża część tego cennego materiału to właściwie portrety orawskich górali odświętnie odzianych, pozujących i dumnie spoglądających w obiektyw aparatu fotograficznego. Dzisiaj, kiedy z zaciekawieniem przypatrujemy się tym postaciom z minionej epoki, dostrzegamy, że nasi antenaci często nabożnie dzierżą książeczki do modlitwy, pięknie zdobione, z wytłaczanymi lub inkrustowanymi okładkami.

We wspomnianym okresie takie modlitewniki były rzeczą bardzo cenną, często przekazywaną z pokolenia na pokolenie i nie dziwi fakt, że zabierano je, w końcu w wyjątkowych wtedy sytuacjach, do wykonywania ujęć fotograficznych. Była to też swego rodzaju demonstracja zamożności czy pozycji społecznej, a także pewnego stanu intelektualnego. Ks. Ferdynand Machay w książeczce Gazda Piotr Borowy pisze:

...bo rządy madziarskie dbały na terenach narodowościowych o szkolnictwo. Ludzie nie umiejący czytać i pisać należeli do rzadkości...

orawianieOrawianie, początek XX w.; fot. E. Stercula23 kwietnia, kiedy przypada Światowy Dzień Książki, chcemy przypomnieć te obrazy ukazujące naszych przodków sprzed przeszło 100 lat, z książeczkami w dłoni. Pragniemy również nawiązać do działalności wymienionego w tytule artykułu Piotra Borowego, bowiem w Muzeum Orawskim Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej od lat istnieje ekspozycja poświęcona tej wyjątkowej, zasłużonej dla orawskiej ziemi postaci. „Apostoł Orawy”, bo tak go nazywano, postrzegany był nie tylko jako polski budziciel narodowy, ale także jako myśliciel, filozof, asceta prowadzący niezwykle religijne i bogobojne życie, mistyk o niemalże profetycznych zdolnościach, niestrudzenie nawracający świat na właściwą drogę. Jego szlachetność, dobroć, ale i sprawiedliwość zawsze wzbudzała szacunek.

Nie będę przedstawiał całego życiorysu, dokonań i zasług Gazdy Pietra. W literaturze dotyczącej historii Orawy jest wiele tekstów, w których ta postać jest dokładnie przedstawiona, a ostatnio z racji setnej rocznicy włączenia części Orawy do odradzającej się niepodległej Polski, sylwetka Pietra Borowego przypominana jest na różnych internetowych portalach i w mediach społecznościowych. Chciałbym natomiast z ogromnego wachlarza jego zainteresowań i działań, właśnie dzisiaj, wybrać i przybliżyć to związane z czytelnictwem, a szczególnie jego pracę introligatorską. Borowy przez całe swoje życie był gorliwym miłośnikiem książek, które rozprowadzał wśród orawskich górali. Był zatem jednym z pionierów w tej dziedzinie na podbabiogórskiej ziemi. Nawiązaniem do tego tematu niech będzie też ciekawe, nieodległe, bo sprzed kilku zaledwie miesięcy, wydarzenie z pracy muzealnika, o którym za moment.

Franciszek Fitak w artykule zatytułowanym U Borowych w Lipnicy Wielkiej zamieszczonym w pozycji Gdy do tej Babiej Góry przyjdziesz… opisuje dość szczegółowo całe obejście, budynki gospodarcze i dom mieszkalny, w którym gazdował Piotr Borowy. Jest tam też akapit dotyczący pracowni introligatorskiej:

W obszernej kuchni mieściła się introligatornia. Pod oknami stała wzdłuż ściany długa, masywna ława bez oparcia. Znajdował się tu także duży stół i urządzenia introligatorskie – ręczne prasy drewniane, czcionki w pudełkach, kleje, książki do oprawy itp. Każdemu wchodzącemu po raz pierwszy do kuchni rzucała się w oczy duża żeliwna prasa, sprowadzona przez Pietra Borowego podobno z Wiednia…

anger infWycinek prasowy - reklama maszyn firmy Josef Anger & Söhne; źródło: zedhia.atJakież było nasz zdziwienie i zaskoczenie wiosną 2019 r. gdy okazało się, że owa prasa istnieje i znajduje się w jednej z orawskich miejscowości. Z pewnym niedowierzaniem udaliśmy się pod wskazany adres. Rzeczywiście naszym oczom ukazała się, co prawda rozłożona na części, wielka żeliwna maszyna. Za autentycznością tej prasy przemawia jej rozmiar, ale i tabliczka z nazwą wiedeńskiej firmy: JOSEF ANGER & SŐHNE MASCHINENFABRIK & EISENGLESSEREI WIEN HERNALS, HAUPTSTRASSE 124. Po dopasowaniu do siebie poszczególnych elementów okazało się, że jest to prasa do złoceń na gorąco tzw. kolankowa.

Pierwszą taką prasę skonstruowano w latach 40-tych XIX w. w lipskich zakładach metalowo-maszynowych braci Harkort. Zastosowano w niej nowatorską jak na owe czasy konstrukcję złożoną z dwóch płyt umocowanych na solidnej, żeliwnej konstrukcji. Górna, nagrzewana płyta urządzenia, z otworami, w których mogły znajdować się dysze do ogrzewania gazowego lub wkładano tam rozgrzaną „duszę”, pozostawała nieruchoma. Dolna płyta, na której układano okładkę książki, była podnoszona do góry i dociskana za pomocą ręcznej dźwigni. Do tłoczenia w takich prasach wykorzystywano specjalne mosiężne czcionki i ornamenty, które były nieco niższe od drukarskich, co pozwalało na szybsze ich nagrzanie w trakcie tłoczenia. W XIX wiecznej zachodniej Europie potentatami w produkcji tych udoskonalonych maszyn były zakłady niemieckie takie jak fabryka Krausego, która powstała w Lipsku w 1855 roku. W rozległej Monarchii Austro-Węgierskiej znaną i cenioną firmą, trudniącą się produkcją tych urządzeń, nazywanych w introligatorskiej nomenklaturze „goldprasami”, była wiedeńska fabryka Józefa Angera. Zakłady przemysłowe JOSEF ANGER & SŐHNE swoją działalność zakończyły w 1960 r., a XIX-wieczne, zabytkowe, fabryczne i mieszkalne budynki przy ulicy Hernalser Hauptstraße 122 zostały zburzone dwa lata później. Na ich miejscu postawiono miejski kompleks mieszkalny.

fabrykaWidok na wiedeńskie zakłady JOSEF ANGER & SŐHNE; źródło: zedhia.atZapewne zatem w tym, nieistniejącym już zakładzie,wyprodukowano ową prasę, której właścicielem został Pieter, a ostatnio nasze muzeum.

Trudno ocenić, czy odnalezienie „goldprasy” należącej do „Apostoła Orawy” w okrągłą rocznicę w stulecie włączenia części Orawy do niepodległej Polski, którego niestrudzonym orędownikiem był przecież Piotr Borowy, to tylko niezwykły przypadek, zrządzenie losu, czy może celowe działanie siły wyższej. Jej ogrom, bo waży ona ponad 400 kg, budzi nawet w dzisiejszych czasach respekt. Sam jej transport, najpierw do pracowni, w której została odnowiona, a potem do skansenu, w którym wzbogaciła wystawę stałą poświęconą Borowemu stanowił dla nas nie lada wyzwanie logistyczne. W pewnym sensie świadczy to również o tym, jakim niezwykłym człowiekiem musiał być jej właściciel, by prowadząc ascetyczny i surowy tryb życia, jednocześnie mieć otwarty umysł na naukę i potrafić docenić nowinki techniczne ułatwiające czy wspomagające ludzką pracę. Sprowadzenie na początku XX w. na peryferyjną i zapomnianą Orawę takiej nowoczesnej maszyny wiązało się z wielką odwagą i przedsiębiorczością, co również świadczy o jego charyzmie, a także o uporze i konsekwencji w podejmowaniu decyzji i działaniu, także w kontekście finansów.

Pozyskanie tego eksponatu jest dla naszej instytucji bardzo ważnym wydarzeniem nie tylko z uwagi na fakt, iż jego właścicielem była prawdopodobnie jedna z najważniejszych postaci w dziejach Orawy i nie tylko dlatego, iż znacząco została podniesiona ranga stałej ekspozycji poświęconej Piotrowi Borowemu. Mamy bowiem nadzieję, że prasa stanie się w niedalekiej przyszłości zalążkiem nowej kolekcji, a być może i wystawy poświęconej introligatorstwu i książce w regionie, której tak wielkim miłośnikiem był „Apostoł Orawy”.

Marcin Kowalczyk

W rocznicę tragicznych wydarzeń...

lasekUczestnicy uroczystości sadzenia lasku w 2010 r.; fot. Archiwum M-OPE

W części Muzeum – Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej obok chałupy Omylaka przeniesionej z Zubrzycy Dolnej i kuźni Jabłońskich z Jabłonki znajduje się niewielki lasek. Jest to symboliczne miejsce poświęcone pamięci tych, którzy zginęli w imię takich wartości jak: Bóg, Honor, Ojczyzna, za wolną i niepodległą Polskę. Dziesięć lat temu, w 2010 r. uczniowie gimnazjum, nauczyciele i pracownicy muzeum posadzili te drzewa, aby upamiętnić tragiczne wydarzenia sprzed 70-ciu lat – zbrodnię katyńską. Odbywało się to tuż po dramatycznym 10 kwietnia i katastrofie samolotu prezydenckiego. W rocznicę tych smutnych dni, przy muzealnym lasku katyńskim oddajemy hołd polskim bohaterom i patriotom zwracając myśl ku przeżyciom zarówno tych sprzed już 80-ciu, jak i tych niedawnych, sprzed 10... Tutaj na południowych krańcach Polski, wśród zabytkowych zabudowań dworu Moniaków, u podnóży królowej Beskidów, można w takich chwilach przystanąć i w zadumie, ciszy i skupieniu oddać cześć tym wszystkim, którzy oddali życie służąc Ojczyźnie.

Marcin Kowalczyk

Ocalić od zapomnienia: świyncelina

Świyncelina, czyli orawski koszyczek wielkanocny:

Trza przystroić (przygotować):

kosolke, ale może tys być kosycek, opołka, miska drewniano albo gliniano, serwetke biolo lniano albo zrobiono na sydełku i gałonzki miyrty albo bruśnicy.

koszyczek1Świyncelina; fot. Dominika Wachałowicz-KiersztynDo kosolki dać:

  • baranka upieconego z ciasta,
  • jojka warzone w łuskak cebuli,
  • chlyb,
  • odróbke siondry (szynki),
  • krzon – duzy korzyń,
  • masło zrobione w Wielki Piątek,
  • wionek kiełbasy,
  • spyrke na trzy palce,
  • kołoc (chleb posmarowany po wiyrchu syrym i upiecony),
  • syr,
  • sól,
  • rzepe (ziemniaki),
  • mało śklonecke wody (butelkę).

Kosolke, kosycek, opołke. miske drewniano albo gliniano downi ubierali miyrtom albo bruśnicniokiym. Robiły to baby i dzieci. Do środka kosołki kładli serwetke lniano albo zrobiono na sydełku z biołych nici. Na niej poukładali sytkie produkty. Ubierali sie paradnie i śli do kościoła. Miyrtom, tymu nolezało przybrac kosołke, bo tyn zielony krzocek jest symbolem Najświętszej Marii Panny. Był downi w kozdym domu na oknie. Był znakiym zycio, płodności, radości – chronił przed złym.

koszyczek2Pani Zofia Warciak z tradycyjnym orawskim koszyczkiem; fot. Dominika Wachałowicz-Kiersztyn

W kościele ksiondz potrawy poświyncił, odmówił pocierze. Potrawy nabrały boskiej mocy. Kie przyśli z kościoła, to kosołke dostawili w siyni. Zapach świynceliny oznosił się po sytkik izbak. Z kosolki nie wolno było nic uscypnoć. W Wielko Sobote jest jesce post. Dopiyro rano w Wielkanoc wnosili świynceline do izby. Dawali na stół. Stół był przykryty piyknym wykrochmolonym łobrusym. Siodali do śniodanio. Spozywali pokarmy pomału, z sacunkiym. Nika sie w tyn dziyń Wielkanocy nie uwijali. Wierzyli,ze jak spozyjo te poświyncone pokarmy w Wielgo Niedziele to zapewnio sobie i domownikom na cały rok urodzaj i dobrobyt. Bedo mieć sile, krzepe. W rodzinak sie bedo radzi widzieć. Jedzynie bedzie chronione od zepsucio, a domownicy od choroby. Kozdy z domowników musiol zjeść odróbke krzonu na pamiątke łokropnej mynki Pana Jezusa. Wierzyli tys ze zjedzony krzon do im zdrowie na cały rok. Warzono tys ze świynconki krzonówke.

Jesce przepis na naturalny barwnik z łusek cebuli do farbowania jajek:

Weś duzo łusek z cebule. Dej do gorka i zalyj ciepłom wodom i przykryj pokrywkom. Zrób to na noc. Rano dej do tego 1 łyzke octu i jojka. Uworz jojka na twardo. lm dłuzy jojka się bedo warzyć tym będzie kolor ciymniyjsy. Po uwarzyniu wyjmi jojka. Obetrzyj. Przetrzyj smatkom zmocanom w oleju. Jojka bedo piyknie się świyciły. Tak nastrojone dej do kosołki.

Inne barwniki mozes zrobić z kapusty cyrwonej, soku z ćwikły, kory dymbu, swiyzej, zielonej trowy.

 Zofia Warciak

Wiosna w skansenie

20200402 140005Jeden ze skansenowskich krokusów; fot. Dominika Wachałowicz-Kiersztyn

Jako kozde wiesny

kwitno na Orawie krokusy.

Piyknościom ocy radujo,

a serce nadziejom

na ciepło wiesne

i lato zbierne.

Kieloz to pokolyń Orawioków

na wos sie zapoziyrało

i nad siyłom zycio zadumało?

Oni sie minyli.

My idyme za niymi,

a wy co roku w jarny cas

ozyjecie.

Cy jesce wos obziyrać bedo

Ci co po nos nastano?

Kie tyn świat

tak dziwnie gazduje,

ze downości nie cuje.

Emil Kowalczyk, Wiesna

Pogodny początek kwietnia tego roku w orawskim skansenie spowodował, iż wczesne wiosenne kwiaty rozkwitają na zmęczonej zimą trawie, pławiąc się w ciepłych promieniach wiosennego słońca. Śpiew ptaków, szum lasu rosnącego na stokach pobliskiego Kamionka i szept przepływających przez zubrzyckie muzeum potoków: Czarnego, Składzisk (tworzących po połączeniu potok Solawka), a ponadto przykopy i dwóch strumieni bez nazwy, o krystalicznie czystej o tej porze roku wodzie pozostawia nas w zachwycie dla sił witalnych przyrody, która co roku odradza się do życia wraz z nadejściem wiosny.

20200402 142610Wiosenny widok najstarszą część skansenu; fot. Dominika Waxhałowicz-Kiersztyn

Na uroczych, muzealnych ścieżkach możemy podziwiać o tej porze roku: cebulicę syberyjską, śnieżyczki przebiśniegi i nieśmiało rozkwitające żonkile, które tworzą wzorzysty, kwietny dywan przed dworem Moniaków. Są i krokusy, które swoje fioletowe kwiaty prezentują pięknie w zacisznym ogródku przed chałupą Marysi Misińcowej. Na skraju łąk w nowej części skansenu widać nieliczne podbiały, a w ogródku przy chałupie Świetlaka rozkwitł już wdzięczny wawrzynek wilczełyko. Nad potokami gdzieniegdzie leży jeszcze śnieg i lód, jednak i tu pojawiły się lubiące wilgoć śledziennice i lepiężniki.

Strumienie zachwycają krystalicznie czystą wodą, którą kiedyś w Wielki Piątek o świcie obmywano się rytualnie oczyszczając duszę i ciało z wszelkich chorób i słabości w imię Jezusa cierpiącego za na krzyżu.

Budząca się do życia flora i szumiące, rozmigotane odbijającym się słońcem wody skansenowskich potoczków stają się miłym wytchnieniem i zachętą do bliższego poznania otaczającego nas krajobrazu. Jeżeli tylko warunki na to pozwolą, już niebawem zaprosimy Was na ścieżkę przyrodniczą wytyczaną w naszym muzeum, którą poznacie wędrując z aplikacją mobilną, folderem, rozwiązując questy – wiosną, latem, jesienią i zimą. Jest to część naszego projektu Muzea otwarte, dzięki któremu chcemy udostępnić nasze przestrzenie dla jak największego grona odbiorców.

Zapraszamy do odwiedzenia galerii zdjeć Wiosna 2020 [kliknij]

Dominika Wachałowicz-Kiersztyn

Ocalić od zapomnienia: kapusta

kapustaNasiona kapusty; fot. Dominika Wachałowicz-KiersztynJózef Pieniążek pisał w 1934 r. w „Wierchach”: Pożywienie, na równi z odzieniem i mieszkaniem należy do najpoważniejszych i najistotniejszych spraw i trosk człowieka, wiąże się bezpośrednio z jego bytowaniem i jego kulturą materialną.

Tak oto i kapusta wpisuje się w byt i kulturę materialną Orawy. W okresie zimowym i wiosennym była codziennym pożywieniem. Wielki Post wymagał od ludzi ograniczenia jedzenia i umartwienie ciała – dobrze było się najeść raz dziennie, do syta.

Nasiona kapusty były wsiewane do ziemi pod oknami chałup już w Wielki Czwartek. Należało zdążyć z tym do czasu zawiązania dzwonów w kościele – wtedy będą się rodzić dorodne główki. Należało śledzić, czy ziarno kiełkuje, a gdy wyrosło – przesadzić rozsady na zagon. Ziemia na Orawie jest trudna w uprawie, więc taki zagon trzeba było wcześniej dobrze przygotować, żeby zebrać plon.

Po zebraniu kapusty należało ją oczyścić, następnie odciąć korzeń, a główki pokrajać i warstwami układać w beczkach stu-, a nieraz nawet dwustulitrowych. W czasie układania deptano ją nogami (uprzednio umytymi), najczęściej deptającymi byli mężczyźni. Jedyną przyprawą, jaką dodawano wtedy była sól. Ubitą i obciążoną kamieniami w beczce kapustę przechowywano w komorze lub w rogu izby. Aby nie uległa zepsuciu trzeba zmywano ją (w zimie raz w tygodniu, potem, w cieplejsze dni, dwa razy). Tak ukiszoną kapustę wykorzystywano do przyrządzania różnych posiłków, była solidną dawką witaminy C w okresie zimowym i wiosennym, wpływała pozytywnie na florę bakteryjną jelit i wspomagała odporność. Jedzono ją prosto z beczki.

beczkaBeczka na kapustę w chałupie Kotta; fot. Leszek JaniszewskiPrzyrządzanie kapusty do spożycia w Wielkim Poście.

Jadłospis od poniedziałku do soboty, według babcinej opowieści

1. dzień: surową kapustę wziąć z beczki lub kupić, dać na miskę i polać olejem lnianym.

2. dzień: surową kapustę dać do garnka – ugotować, podczas gotowania wrzucić łyżkę kminku i trochę posolić, dać 1 łyżkę oleju lnianego.

3. dzień: ugotować kapustę, dać garść grzybów i po ugotowaniu polać łyżką oleju lnianego.

4. dzień: ugotować kiszoną kapustę z niewielką ilością wody, w oddzielnym garnku ugotować ziemniaki (rzepę) w łupinach. Obrać rzepę z łupin, dać na blachę pieca kuchennego lub na blaszkę, opiec z każdej strony. Do jednej miski wyłożyć ugotowaną kapustę, do drugiej ziemniaki i spożywać. Najlepiej smakuje, jeśli spożywa się łyżką, która jest zrobiona z lipy.

5. dzień: z kiszonej kapusty odcisnąć sok, tzw. kwaśnicę. Dać ząbek czosnku, cebulę, parę ziaren kminku, parę suszonych grzybków i gotować. Podczas gotowania dolać trochę słodkiego mleka. Spożywać z uprzednio ugotowanymi ziemniakami które należy przed podaniem rozgnieść.

6. dzień: jeśli zachowała się główka kapusty słodkiej (nie kiszonej). należy ją pokrajać, zalać wodą, posolić do smaku i ugotować. Podczas gotowania dolać słodkiego mleka. Jeść z gotowanymi ziemniakami.

Jednym słowem: śniadanie – kapusta, obiad – kapusta z rzepą, kolacja – wszystko razem, zmieszane.

Jak mówi przysłowie: gospodarz bez kapusty miewa brzuch pusty – szczególnie w dawnych czasach, kiedy kapusta jałowabeż mięsa i tłuszczy, była głównym pożywieniem w okresie Wielkiego Postu.

Smacznego!

Kapusta w medycynie ludowej – przepisy stosowane przez babcie.

Jak boli głowa – ukiszoną kapustę wycisnąć, dać do kawałka materiału i przyłożyć na czoło.

Jak bolą kolana – zgnieść listki słodkiej kapusty i obłożyć kolana.

Na owsiki – pić sok z kapusty kiszonej.

Na kaszel – podgrzać szklankę soku z kapusty, dać trochę soli, wypić ciepłe. Liście surowej kapusty przyłożyć na plecy wcześniej trochę natłuszczone smalcem z gęsi domowej. Można włożyć ciepły podkoszulek żeby się rozgrzać, a najlepiej użyć babcinej pierzyny.

Zofia Warciak

Ocalić od zapomnienia: chleb piecony w izbie orawskiej

star, masywny pobielony piec w dworze MoniakówPiec w dworze Moniaków,; fot. Dominika Wachałowicz-Kiersztyn

Chleb pokarm, o ktorego pytomy co dziyń w pocierzak Ojca nasego ktory jes w niebie: Chleba nasego powsedniego dej nom dzisiok. Pytomy samego „chleba”, bez dodatków, bo chleb od downa jes nojwoznyjsym jadłym dlo cłowieka i darym Bozym. W dziysiejsyk casak mozno chleba kupić pod dostatkiym o roznyk smakak, ale tyn co się upiece w doma, jego smak dostaje w pamiynci na wdy.

Zeby upiyc chleb po piyrse trza wiedziec jako to zrobić. Nojlepi jak się to widziało w doma abo u babki. Zeby chleb był dobry to trza znać troche zakazów, przesądów, zwycajów i mieć dobry piec, ale i naczynia potrzebne do zarobiynio ciasta.

Zakazy i przesądy z opowiadanio babki:

  1. Nie piyc chlyba w piątek, bo to dziyn, w ktorym umarł Pon Jezus na Krzyzu. Mozes zrobić ino zacyn (rozczyn).

  2. Nie zaziyroj jak ciasto rośnie, bo opadnie i upiece się zakalec.

  3. Nie pol w piecu drzewym, w który trzasnoł pieron.

  4. Nie pol w piecu drzewym zbabranym.

  5. Nie puscoj do domu nikogo obcego, zeby chlyb nie dostoł uroku.

  6. Nie wodzć (kłócić się) się z chłopym, ani z dzieciskami, zeby diabeł się nie ciesył, bo upiece się zakalec.

  7. Nie siadoj, kiedy pieces chlyb, bo chlyb opadnie jak się będzie piyk w piecu.

  8. Naczynia nie dawoj na przeciągi.

  9. Nie pozycoj nikomu nacyń, zeby ci nie zaurocyły inne baby, a jak pozycys to oddane pokrob wodą swiynconom, ale tak zeby one nie widziały.

Inne znane zwyczaje:

  1. Przezygnoj się Krzyzym Świyntym, kiedy zacnies robić ciasto na chlyb.

  2. Ubier się cysto i radośnie bo piecynie chlyba to świynto w doma.

  3. Miysoj ciasto od lewej strony, zeby rosło.

  4. Cmokoj i mlaskoj kiedy ciasto rośnie.

  5. Posprzontoj w środku piec chlybowy i pokrob go wodom świynconom,zeby złego wygnac z pieca.

  6. Przezegnoj chlyb, kiedy bedzies wkładac go do pieca

  7. Kie się chlyb upiece, dej go na wyrko na zogłówek albo pierzyne zeby pomału chłodnoł

  8. Nie kroj, ino łomoj potroche kozdymu.

Stary przepis na chlyb po orawsku:

Nastrój mąke: weś ziarno zyta i pszenicy, zmiel na mąke w młynku albo w downym młynku – żarnach kamiennych.

Produkty na jedyn chlyb:

Dej 1kg monki zytniej,1 kg monki pszennej, 1 liter wody letniej, 1 śklonke mlyka, 3 łyzki soli, 1 łyzke cukru, 7dkg drozdzy, (albo zrób zacyn, cyli dej do gorka kamiennego pół kilo mąki zytniej, zalej ciepłom wodom na noc, dej do ciepłego miyjsca zeby zakisło).

Ciasto:

Obie mąki przesiej przez przetacek. Do małej gielatki (drewnianego nacynia) dej ciepłe mleko, drozdze, cukier, po gorzci monki i dostow zeby wyrosło. Zrób to wiecór.

Rano do tego zacynu drozdzowego albo tego zrobionego z maki zytniej dej reśte składników i zarobioj tak, jak zwycoj koze. Jak ciasto będzie odchłodziło od rąk to jus jes wyrobione. Przykryj ścierkom i dostow, zeby wyrosło. Po wyrobieniu ciasta uformuj chlyb okrągły, dej do opołki (formy drewnianej lub zrobionej ze słomy) i dostow zeby wyrósł.

Piecenie:

Chłop niek nastroi patyki suche, takie długie, to radzili na to szczapy drewna.

Dej ik do pieca, zapol-, niek sie piec mocno łozgrzyje. Po wypolyniu patyków posprzontoj piec z reśtek wyngli drzewnych i popiołu, nojlepi wysuszonym skrzydłem z gynsi. Chodź do pieca gorzć mąki, zeby sprowdzić cy piec jest nagrzony. Jak mąka będzie się wartko rumienić to jes ciepły, a jak nie, to piec trza dogrzoć. Do ciepłego pieca dej ciasto z opołki na łopacie. Zamknij piec. Po godzinie otwórz piec i przesuń chlyb do przodku pieca albo do zadku zeby się równo upiyk. Wyjmij z pieca, posmaruj wodom albo mlykiym i jesce na minute dej z powrotym do pieca po to, zeby skórka chleba była piykno i się świyciła. Upiecony wyjmij, dej na zogłówek, zeby ochłodnoł, a do pieca dej jedyn patyk, zeby piec nie był pusty do nastympnego piecynio.

Nie mortw się, jak Tobie za piyrsym razym się nie udo. Zrób za tydziyn na pewno będzie lepi. Kiedy pieces chlyb ni mozes być zło ani chłoro, bo ci się nie udo upiyc dobrego chlyba godała moja babka i powtarzała moja mama.

Powiedzonka babki:

Kiedy ci spadnie chlyb na ziym, to dzwignij i pocałuj, nie przeklinoj, podziel sie z inymi, a reśtki wysus, a nie wychadzuj. W razie biydy zmoc kromki wodą, dej do mlyka abo posmaruj śmietanom odmiynknie i zjys ze smakiym.

Kie sie stracis i nie bedzies wiedzioł jako się wrócić do domu, przyboc se z kim się dzieliłes chlebym w wilijo a trafis do domu z powrotym.

Poświynć chlyb po wigili w św. Szczepana. Na wiosne, kie bedzies sioła albo sadziła rzepe i inne nasiona, dej na zogun albo na grzontke, zebyś miała plon. Poświynć tys chlyb w Wielko Sobote, a kie bedzies chłoro alebo twoje zwierzynta, to zjydz na zdrowie.

Troche jes roboty, ale godali że bez roboty nie zjys kołocy, cyli po nasymu: jak się nie łorobis, to swojego nie zjys. Jak to sytko bedymy przestrzegac, co nom dostawili w tradycji nasi przodkowie i sanowac ziym jako matke rodzącą plony, to zawse bedymy zyć w dostatku.

Zofia Warciak

moskole - kilkanaście małych placków piekących się na piecu z blachąMoskole pieczone w trakcie zajęć "Od ziarna do chleba" w skansenie; fot. Roman CiokP.S.

Nojprości i nojwarci upiyc starodowny moskol mały okrągły placek na ciepłych

blachak pieca albo na patelni.

Przepis:

Weś 1 kg mąki, 1 łyzecke sody, scypte soli, pół litra wody ciepłej albo mlyka słodkiego, może być i mleko kwaśne.

Wykonanie:

Do miski wlej trochę wody albo mleka, dej sode i sól, wymiesoj, a kie to zrobis, dodawoj mąke i miysoj, coby ciasto było gynste. Kie wyrobis ciasto, to bier po troche ciasta łyzkom, łobsyp mąkom i piec z obu stron.

Mozes moskol jes som albo popić mliykiym, posmarować co mos w doma!