18 28 527 09

biuro@orawa.eu

Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Żniwa w skansenie

Choć ze słonecznych dni późnego lata zostało nam tylko wspomnnienie pragniemy jeszcze raz zachęcić wszystkich do powrotu myślami do tamtego czasu...

Coraz mniej osób wie, jak niegdyś wyglądały żniwa. Co raz mniej osób zdaje sobie sprawę nie tylko z rangi tego czasu dla dawnych mieszkańców wsi, ale i ich roli w życiu społecznym. Dzisiejsze dożynki w formie festynu (często jedynego śladu dawnej kultury) nie niosą już ze sobą całego bagażu emocjonalnego, ładunku znaczeń, jakim niegdyś były obdarzone, gdy były zwieńczeniem czasu pełnego pracy, bólu i nierzadko łez związanych z koniecznością zapewnienie sobie i bliskim chleba powszedniego. Nasz krótki film opowiada o tym, jak (jeszcze nie tak dawno) wyglądały żniwa na Orawie, ile rozmaitych drobnych czynności składało się na całokształt tego zjawiska.

Mamy nadzieję, że w ten, miejscami humorystyczny, sposób zachęcimy do refleksji nie tylko nad dawną kulturą ludową, ale i całą rzeszą zagadnień związanych z ekologią, szacunkiem dla żywności, darami natury i poszanowaniem ludzkiej pracy.

 

Ośpiywane zbiyrki

 

Posmutniało w polu,

Wesoło w kumorze.

Będzie świyzy chlebuś,

Dostatek w oborze.

 

Jus nie kwitno pola,

Zostały sciyrniska.

Teros będzie śpiywoł,

Jelen z rykowiska.

 

Kieby nom tak było

Jako nom bywało.

Zeby nom chlebicka

nigdy nie chybiało

 

Pobłogosław boże

te gazdowe dary,

Zeby nom nie przysła,

Biyda do kumory.

 

Wesoło dziedzina,

Kiedy brzusek pełny.

Skórzany kozusek ,

Portki z owcyj wełny.

 

Jan Czerwień, Ośpiywane zbiyrki, z tomu: Tobie Orawo, 1995, s. 53.

Święto Niepodległości 2020

Film zrealizowany we współpracy pracowników Muzeum - Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej oraz telewizji internetowej orawa.tv związanej z Gminnym Centrum Kultury w Lipnicy Wielkiej oraz Stowarzyszeniem Rozwoju Orawy. W skansenowskiej scenerii opowiadamy w skrócie o niektórych bohaterach związanych z orawskimi dążeniami do połączenia z niepodległą Rzeczpospolitą Polską. Zapraszamy go oglądania!

Orawskie Zaduszki 2020

zaduszki baner

Jak, co roku z początkiem listopada Orawski Oddział Związku Podhalan w Jabłonce wespół z naszym muzeum przygotowuje Orawskie Zaduszki. To cykliczne wydarzenie mające na celu wspomnienie osób zasłużonych dla regionu i istotnych dla jego tożsamości – m.in. działaczy społecznych, folklorystów, artystów, nauczycieli itp. Wspomnienia mają charakter biograficzny, nierzadko bardzo osobisty, gdyż o zmarłych opowiada często rodzina, przyjaciele, znajomi.

W tym roku ze względu na wyjątkową sytuację publikujemy je w formie pisemnej i serdecznie zachęcamy do wspominania w tym szczególnym okresie.


WSPOMNIENIE ŚP. KS. FERDYNANDA MACHAYA (1914-1940) 

Sługi Bożego i patrona Orawskiego Oddziału Związku Podhalan w Jabłonce 

Urodził się dnia 9 grudnia 1914 roku w Jabłonce na Orawie jako syn Ferdynanda i Weroniki z domu Machay-Morawka. Miał 7 rodzeństwa, starszych od siebie siostrę Marię i braci Karola i  Józefa oraz młodszych braci Antoniego i Alojzego ( ksiądz ze Zgromadzenia Filipinów) oraz siostry Joannę i Józefinę. Szkołę powszechną ukończył w Jabłonce, a gimnazjum im. Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu. Po zdaniu matury dnia 20 czerwca 1933 roku, wstąpił do Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri – Księży Filipinów w Tarnowie. Święcenia kapłańskie otrzymał w dniu 29 czerwca 1938 roku. 

Po wybuchu II wojny światowej sam dobrowolnie zgłosił się, aby zastąpić przepracowanego kapelana tarnowskiego szpitala,  gdzie służył pomocą duszpasterską    w nocy i w dzień rannym polskim żołnierzom. W szpitalu tym zostaje aresztowany przez Gestapo i osadzony w więzieniu w Tarnowie. Niedługo potem zostaje przewieziony do więzienia na Montelupich w Krakowie, a następnie 14 maja 1940 roku do obozu w Nowym Wiśniczu.

Nieludzko traktowany przez oprawców hitlerowskich, bity i katowany padł ofiarą miłości  bliźniego oddając życie za Chrystusa. Został rozstrzelany w pobliskim lesie w dniu 05.06.1940 roku i pochowany we wspólnym grobie na miejscu rozstrzelania. Rok po wojnie, Jego ciało spoczęło na cmentarzu salwatorskim w Krakowie, gdzie po ekshumacji  w Wiśniczu zostało sprowadzone przez ks. infułata Ferdynanda Machaya.

W 2004 r. ks. Ferdynand Machay (młodszy) znalazł się wśród 122 osób  z drugiej grupy męczenników  okresu II wojny światowej, wobec których rozpoczął się proces beatyfikacyjny. Proces beatyfikacyjny na poziomie diecezjalnym został zakończony , i dalszy etap jest  procedowany  w dykasteriach watykańskich.

W 2015 r. szczątki Sługi Bożego ks Ferdynanda Machaya zostały przeniesione do tarnowskiego kościoła Księży Filipinów, gdzie przez 5 lat wzrastał w powołaniu jako filipiński kleryk i pracował przez 1,5 roku jako młody i bardzo gorliwy kapłan.

***

W 80. rocznicę męczeńskiej śmierci Orawianina i jego współwięźniów w głębokim wąwozie, odbyły się uroczystości z udziałem władz samorządowych Nowego Wiśnicza, przedstawicieli instytucji lokalnych, Towarzystwa Miłośników Ziemi Wiśnickiej, szkół, a także kierownictwa Zakładu Karnego. Oddział składający się z funkcjonariuszy Służby Więziennej oddał salwę honorową.  Na miejscu byli również przedstawiciele Oddziału Orawskiego Związku Podhalan w Jabłonce ze sztandarem, na którym znajduje się wizerunek Sługi Bożego z napisem: „Męczenniku za wiarę i Ojczyznę proś Boga za nami”.

Modlitwa o beatyfikację Ks. Ferdynanda Machaya

Boże, źródło siły i pokoju, Ty dajesz moc wyznawania Ciebie przed światem ludziom oddanym Tobie i nigdy nie opuszczasz nikogo, kto Ciebie wzywa, pokornie Cię błagamy, wsław sługę Twego Ferdynanda, kapłana, który przez oddanie swojego młodego życia zaswiadczył przed światem o Twojej miłości.

Spraw, Panie, aby nasze modlitwy przez jego wstawiennictwo trafiły przed Twój tron w niebie i abyśmy mogli cieszyć się oglądaniem Twojego sługi, który przelał krew z miłości ku Tobie i ludziom, w chwale ołtarzy. Udziel nam także łask, o które przez jego wstawiennictwo Ciebie prosimy. Przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, który z Tobą żyje i króluje, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen

Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu...

w trybie zdalnym wspominał Julian Stopka


WSPOMNIENIE ŚP. KAROLA SANDRZYKA (1941-2020)

Śp. Karol Sandrzyk urodził się 8 stycznia 1941r. w Jabłonce w części nazywanej Bory. Posiadał 4 braci, dwóch starszych i dwóch młodszych od siebie. Od najmłodszych lat, tak jak i inne dzieci na wsi pomagał w gospodarstwie rolnym swoich rodziców. W 1967 r. zawarł związek małżeński ze Stefanią Kobylak. Wspólnie wychowali 3 córki: Krystynę, Grażynę i Marysię. Prowadził gospodarstwo rolne, wyjeżdżał do USA i Kanady, aby tak jak wielu innych Orawian zarobić na usprzętowienie swojego gospodarstwa i podniesienie poziomu życia rodziny. Jako doskonały organizator Pan Karol dał się poznać przy budowie kościoła w tej części Jabłonki. Na początku 1989r. Naczelnik gminy Jabłonka wydał decyzję na budowę kościoła w Jabłonce- Borach. Przewodniczącym Komitetu Budowy Kościoła został Karol Sandrzyk. Czasy były niezmiernie trudne, brakowało materiałów budowlanych każdego rodzaju. Śp. Karol organizacyjnie świetnie tym przedsięwzięciem kierował. Każda rola z tej części Jabłonki miała jako zadanie przygotować jeden piec cegły, tak bowiem wtedy i w przeszłości ludzie gromadzili materiał budowlany na swoje budynki. Rola Szałas natomiast jako położona najbliżej jeziora miała przygotować piasek i żwir. Cegła, piasek i żwiry to materiały, których przy budowie kościoła trzeba wielkie ilości. Cement, stal zbrojeniową czy blachę na pokrycie dachu trzeba było natomiast gdzieś na Śląsku załatwić. Oddanie sprawie budowy kościoła było ze strony Karola całkowite. Widząc to, dzielnie wspierali go w tych dążeniach inni członkowie Komitetu Budowy, a mieszkańcy tej części Jabłonki wykazywali wielkie zaangażowanie w robociźnie i ofiarność w datkach pieniężnych.

31 października 1991r. kard. Fr. Macharski dokonał wmurowania kamienia węgielnego a już w 1993r mogło się odbyć poświęcenie kościoła. Ogarnąć tę budowę prowadzoną systemem gospodarczym tzn. takim, że roboty fachowe wykonuje wynajęta firma a pomocnicze we własnym zakresie mieszkańcy, nie było łatwo. Trzeba było zdobyć potrzebne materiały, zarządzać ekipą budowlaną, uprosić chętnych do robót pomocniczych i oczywiście zebrać potrzebne pieniądze wśród ofiarodawców. Również wiele wysiłku organizacyjnego wymagał  projekt i wykonawstwo ołtarza głównego. Tu ze względu na finanse musiało być oszczędnie. Architekt owszem projektuje, ale już miejscowy stolarz wykonuje, miejscowy malarz maluje główny obraz patrona kościoła. To dzięki jego autorytetowi i kontaktom rodzinnym i koleżeńskim, rodacy Jabłończanie zamieszkali w Ameryce w 1998 r ufundowali do kościoła dzwony. Po powstaniu kościoła pełnił w nim funkcję kościelnego, aż do roku 2011 kiedy zdrowie zaczęło mu odmawiać posłuszeństwa.

Śp. Karol był także radnym w gminie Jabłonka. Został wybrany na radnego w pierwszych wyborach samorządowych, które odbyły się 27 maja 1990r. Funkcję te pełnił przez 2 kadencje. Dał się poznać jako człowiek rzeczowy, nie lubiący wodolejstwa, dbający o prawdę i o to, by zdania wypowiadane pokrywały się z działaniem. Widział potrzeby Jabłonki-Borów, ale widział także potrzeby innych miejscowości. Współpracowałem z nim w tych latach jako Wójt gminy i dobrze się z nim współpracowało.

Śp. Karol i jego żona Stefania tworzyli bardzo udaną parę. Lubili śpiew i muzykę. Spotykaliśmy ich na zabawach sylwestrowych organizowanych w L.O. w Jabłonce czy na posiadach w skansenie .Miło było wtedy wspólnie pośpiewać.

Ostatnie lata Karola to ciężka choroba, która przykuła go do łóżka. Odszedł do Pana dnia 11 września 2020 r. Przez przedsięwzięcie, któremu przewodniczył i któremu poświęcił część swojego życia powstało wielkie dzieło w postaci kościoła im św. Brata Alberta i pozostanie  na chwałę Bogu i ku pożytkowi ludzi.

Za ten kościół i całą jego działalność daj Mu Panie nagrodę wieczną w niebie.

trybie zdalnym wspominał Julian Stopka


WSPOMNIENIE ŚP. ZOFII MADEJA (1938-2020)

Pani mgr Zofia Madeja urodziła się 24 marca 1938 r. w Sokolnikach. W latach 1955-1959 studiowała biologię na WSP, dziś Uniwersytecie Pedagogicznym, w Krakowie. W Liceum      w Jabłonce zatrudniła się od 1 września 1960r. jako małżonka Andrzeja Madei, ówczesnego wicedyrektora LO. Urodziła dwóch synów Zbigniewa i Marka. Starszy Zbigniew jest od 2018 r. prof. zwyczajnym oraz dziekanem Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Młodszy Marek absolwent Akademii Wychowania Fizycznego pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego w LO w Jabłonce, a potem w Gimnazjum w Jabłonce. Zmarł młodo w 2014 roku.                      

Pani prof. Zofia po 35 pracy pedagogicznej w pełnym wymiarze zajęć przeszła z dniem 31 sierpnia 1995 r. na emeryturę. Przez kolejne lata aż do 2006r. uczyła biologii w LO na część etatu. Prof. Zofia Madeja była wspaniałym nauczycielem biologii, jej uczniowie dostawali się na wszystkie krakowskie uczelnie. W okresie pracy w Liceum była wychowawczynią ponad 150 uczniów.

Odeszła z tego świata nagle 28 lipca 2020 r. Na jej pogrzebie 30 lipca 2020 r. jako jej wychowanka i była dyrektor LO i Zespołu Szkół im Boh. Westerplatte, wygłosiłam krótkie podziękowanie, które w całości tu przytoczę.                                                                                                                      

Droga wychowawczyni, Pani Profesor!

Twoje życie można krótko wyrazić dwoma słowami – MODLITWA I SŁUŻBA.

Służyłaś przez 40 lat Liceum im Boh. Westerplatte w Jabłonce kształcąc i wychowując całe pokolenia młodzieży. Wyniki twojej pracy pedagogicznej byłyby dzisiaj trudne do osiągnięcia. Rzesze absolwentów LO w Jabłonce w tamtych latach kończyło studia wyższe.

Pani profesor, to Ty nam wiejskim dzieciom z lat 60 i 70-tych XX w. otwierałaś świat wiedzy i poznania. Wspaniale prowadziłaś lekcje biologii, zabierałaś nas na wycieczki, uczyłaś właściwego zachowania i kultury bycia. Jeszcze dziś moglibyśmy powtórzyć „ewolucję układu oddechowego”.

Służyłaś swojej rodzinie, wychowując synów , opiekując wnuki i prawnuki. Służyłaś sąsiadom, nauczycielom emerytom. Wiem to z opowiadań i ze wspólnej opieki nad śp. prof. Heleną Komońską.

Twoje życie nasza droga Profesor było ciche, pracowite i rozmodlone. Ciche tak bardzo, że nie chciałaś nawet swojej rodziny zamartwiać swoją chorobą.

Pracowite do końca, na każdą niedzielę robiłaś domowy makaron  …i na tę ostatnią też.

Twoje życie było rozmodlone, wszyscy widywaliśmy Cię codziennie na Eucharystii i na cmentarzu nad grobem syna Marka. W swoim rozmodleniu upraszałaś łaski dla rodziny i potrzebujących.

Droga wychowawczyni Twoja postawa służby i modlitwy będzie dla nas Twoich wychowanków wzorem do naśladowania .

Dziękujemy za każde dobro, które dzięki Twojej posłudze otrzymaliśmy i ufamy, że Bóg w swojej dobroci obdarzy Cię szczęściem wiecznym w niebie.

Spoczniesz obok syna, w sąsiedztwie wielu znanych Ci osób a orawska ziemia otuli jak matka Twoje ciało i da wieczny odpoczynek.

SPOCZYWAJ W POKOJU.

w trybie zdalnym wspominała Aniela Stopka


WSPOMNIENIE ŚP. KS. KANONIKA STANISŁAWA GÓRECKIEGO (1932-2010)

Ks. kanonik Stanisław Górecki urodził się 9 maja 1932 w Sromowcach Wyżnych pod Trzema Koronami w Pieninach. Rodzice księdza: Maria i Franciszek Góreccy wychowali i wykształcili w okresie międzywojennym, potem w trudnych i tragicznych latach okupacji niemieckiej oraz w okresie powojennym czwórkę swoich dzieci: Jana, który został organistą i przejął w dorosłym życiu gospodarstwo po rodzicach, dwóch księży Franciszka i Stanisława oraz najmłodszą córkę Marię nauczycielkę. Dziś po latach można powiedzieć, że rodzina Góreckich służyła wiernie Panu Bogu i ludziom.

Stanisław po ukończeniu szkoły powszechnej w Sromowcach dalsze nauki pobierał w państwowym Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącym im. Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu. Po zdaniu matury w 1952 roku został przyjęty na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, a po jego likwidacji, w czasach szerzącego się ateizmu, studia teologiczne dokończył w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w Katedrze na Wawelu w dniu 30 czerwca 1957 roku z rąk arcybiskupa Eugeniusza Baziaka.

Pierwszą placówką, do której został posłany, była parafia w Makowie Podhalańskim. Kolejnymi parafiami były Babice, Trzebinia, Bielsko-Biała, krakowska parafia pw. św. Floriana. W 1978 roku został mianowany proboszczem parafii pw. Matki Bożej Dobrej Rady w Krakowie – Prokocimiu, gdzie wybudował od podstaw nowy kościół, zespół sali katechetycznych oraz plebanię.

W 1997 roku arcybiskup Franciszek Macharski przeniósł Go do dekanatu orawskiego i powierzył funkcję proboszcza w kościele parafialnym Przemienienia Pańskiego i filialnym im. Brata Alberta w Jabłonce. W czasie 10 letniego pobytu w naszej parafii ks. proboszcz Stanisław Górecki dał się poznać jako dobry organizator życia duchowego i religijnego, gorliwy duszpasterz i gospodarz. Pełnił także funkcję wicedziekana dekanatu orawskiego. Dbał o estetyczny wygląd cmentarza parafialnego. W czerwcu 2007 roku świętował jubileusz 50-lecia kapłaństwa. Także w 2007 roku odszedł na emeryturę. Zamieszkał w Rabce. Chorował. Zmarł 1 czerwca 2010 roku. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w piątek 4 czerwca 2010. Ks. kanonik Stanisław Górecki spoczywa na cmentarzu parafialnym w Jabłonce w grobowcu księży.

Wieczne odpoczywanie racz Mu dać Panie.

w trybie zdalnym wspominała Emilia Rutkowska


WSPOMNIENIE ŚP. RAFAŁA MACHAJA (1983-2015)

Rafał Machaj sztandarowy pocztu sztandarowego Orawskiego Oddziału Związku Podhalan w Jabłonce, syn Antoniego i Marii, urodził się 5 stycznia 1983 roku w Jabłonce. Naukę rozpoczął w SP w Matonogach, a od klasy czwartej kontynuował w SP 1 w Jabłonce. Chętnie brał udział w zawodach sportowych, zwłaszcza w biegach przełajowych, gdzie plasował się na wysokich pozycjach. Szkołę zawodową w zawodzie ślusarz – mechanik ukończył w Nowym Targu. Zatrudniony jako pracownik budowlany, czy operator koparko – ładowarki w wolnych chwilach oddawał się swojej ulubionej pasji – wędkowaniu.

Dbał o tradycje rodzinne i z pietyzmem je kultywował. Pochodził bowiem z rodziny Machajów-Ferdów (babcia Joanna) i Machajów-Sorcusiów (dziadek Antoni). Jego babcia Joanna z Ferdów to siostra Sługi Bożego ks. Ferdynanda Machaya młodszego, patrona Orawskiego Oddziału Związku Podhalan (od 2007 roku). Dziadek czyli Antoni Sorcuś ze swoimi rówieśnikami - sąsiadami śpiewał w założonym przez siebie zespole "Ferdzi" i z upodobaniem nosił tradycyjne sukniane portki orawskie, choć inni już tego nie czynili. Ignacy Machaj, stryjek Rafała, przypuszcza, że pewnie po dziadku cieszyła go muzyka orawska, śpiewanie regionalne, umiłowanie gwary orawskiej oraz duma z noszenia  orawskiego odzienia .

Poczytywał sobie za wielki honor i zaszczyt reprezentowanie Orawskiego Oddziału pod sztandarem patrona Oddziału. Z niedowierzaniem, ale i radością przyjął wiadomość, że znaleźli się (wraz z żoną Kasią) na łamach publikacji pp. Bożeny Lewandowskiej i Józefa Kąsia „Wesele orawskie dawniej i dziś”. Zawsze chętny do pracy, pomocy, pełen zapału, pomysłów. Tyle planów, tyle zamierzeń...

Zmarł nagle w wieku 32 lat, w dniu 23 marca 2015 roku. Ceremonii pogrzebowej  w dniu 28 marca przewodniczył ks. Paweł Kubani kapelan OO ZP. Nad grobem Rafała w otoczeniu rodziny, licznie zgromadzonych znajomych i kolegów pochylił się także sztandar OO ZP w Jabłonce.

„Zawsze wesoły, uśmiechnięty – taki pozostanie w naszych sercach.”

w trybie zdalnym wspominała Emilia Rutkowska


WSPOMNIENIE ŚP. ZOFII STASIK (1937-2015)

Zofia Stasik z domu Paluch urodziła się 9 grudnia 1937 nr w Krempachach na Spiszu. Pochodziła z rodziny chłopskiej. Rodzicami byli Anna i Walenty Paluch.
W Krempachach ukończyła szkołę podstawową, po czym w wieku 15 lat rozpoczęła naukę w jabłończańskim Liceum Ogólnokształcącym. Mieszkała w internacie i bardzo rzadko miała możliwość wyjazdu do domu rodzinnego. Zofia była jedyną i najstarszą córką, miała dwóch młodszych braci. Po ukończeniu liceum los skierował ja do Lipnicy Małej. W 1956 r. rozpoczęła pracę jako nauczycielka języka słowackiego w Szkole Podstawowej Nr 1 w Lipnicy Małej. Warunki mieszkaniowe w tym czasie były bardzo trudne. Wynajmowała pokój u gospodarzy, a w tym czasie w Lipnicy nie było jeszcze prądu.

W czerwcu 1961r. wyszła za mąż za Ignacego Stasik i założyła rodzinę. Prowadzili z mężem gospodarstwo. W szkole przepracowała 40 lat ucząc języka polskiego, nauczania początkowego, języka słowackiego. Była członkiem ZNP przez długie lata, również jako emeryt. W swoją pracę wkładała dużo serca i zaangażowania. Była znaną, cenioną i lubianą „Panią Stasikową”. Służyła pomocą i poradą każdemu kto zwrócił się do niej, nie tylko w dziedzinie pedagogicznej.

Zmarła 11 września 2015 r. W wieku 78 lat zostawiając rodzinę – córkę, syna, cztery wnuczki, wnuka i jedną prawnuczkę.

w trybie zdalnym wspominała Bogumiła Szlachta


WSPOMNIENIE ŚP. DRA EMILA KOWALCZYKA (1941-2005)

Emil Kowalczuk

Urodzony w Lipnicy Wielkiej. Wieloletni dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4 w Przywarówce. Doskonały praktyk, pedagog, znawca kultury i historii Orawy. W swej pracy wykorzystywał trwałe wartości regionu, a zwłaszcza elementy ludowej kultury orawskiej. Utworzył i prowadził Dziecięcy Zespół Regionalny "Orawianie" im. Heródka. Wyprowadził ten zespół z podbabiogórskiego przysiółka na szeroką scenę międzynarodową. Był cenionym poetą orawskim, autorem tomików: Napij się orawskiego ciepła (1991), Dookoła smreków paciorki (1994) oraz Mos Ty serce orawskie (2005). Uzupełnieniem jego twórczości poetyckiej jest tekst inscenizacji dla teatru ludowego pt. "Wolorze". Był autorem wielu publikacji prasowych o tematyce regionalnej, społecznej i literackiej oraz scenariuszy radiowych i filmowych. To jego autorstwa są słowa do słynnej pieśni: Cy bocycie Świynty Ojce, którą wykonuje zespół De Press. Emil Kowalczyk czynnie pracował na rzecz lipnickiego samorządu. Przez cztery kadencje pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Gminy Lipnica Wielka. Ponadto należał do: Rady Naukowej Związku Podhalan, Rady Naukowej Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, Rady Euroregionu TATRY oraz Rady Naukowej Babiogórskiego Parku Narodowego w Zawoi, był członkiem Stowarzyszenia Gmin Babiogórskich.

opracował Marcin Kowalczyk


WSPOMNIENIE ŚP. KS. WŁADYSŁAWA PILARCZYKA (1931-2015)

Władysław Pilarczyk

Ksiądz Władysław Pilarczyk ur. 28 listopada 1931 w Kiczorach na Orawie, był szanowanym i cenionym działaczem społecznym, regionalistą, autorem wielu tekstów i artykułów. Prezes Towarzystwa Przyjaciół Orawy, przewodniczący Małopolskiego Związku Regionalnych Towarzystw Kultury.

Zajmował się społecznym ruchem regionalnym, był inicjatorem wielu przedsięwzięć kulturalnych, wydawniczych, organizatorem konferencji i spotkań regionalistów. W 1988 założył Towarzystwo Przyjaciół Orawy, którego był również prezesem. Wydał szereg publikacji związanych z historią i kulturą Górnej Orawy. W latach 1994-2002 był wiceprzewodniczącym i sekretarz Rady Krajowej Regionalnych Towarzystw Kultury, a od 2003 roku pełnił funkcje przewodniczącego małopolskiego ruchu regionalnego. Był inicjatorem powołania Małopolskiej Rady Regionalnych Towarzystw Kultury. Ks. Władysław to także twórca, a zarazem redaktor rocznika o historii, kulturze, dziedzictwie, tradycjach, edukacji regionalnej pt. "Małopolska. Regiony - Regionalizmy - Małe Ojczyzny". Odznaczony Odznaką „Zasłużony Działacz Kultury”, Medalem Aleksandra Patkowskiego – wybitnego regionalisty polskiego okresu międzywojennego, Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Honorowy Członek Związku Podhalan, „Zasłużony dla Ziemi Orawskiej”. Swoje cenne zbiory pozostawił w Lipnicy Wielkiej i Kiczorach, rodzinnej miejscowości, z którą był bardzo związany. Część różnego rodzaju dokumentów, w tym osobiste, jak świadectwa szkolne, nominacje do parafii, fotografie, dzieła sztuki ludowej oraz ponad 900 medali, których kilkanaście wydanych własnym kosztem przekazał tamtejszej Szkole Podstawowej. Natomiast cenna jego biblioteka znajduje się w Gminnej Bibliotece Publicznej w Lipnicy Wielkiej.

Ks. Władysław Pilarczyk zmarł 26 października 2015 roku. Spoczął na cmentarzu parafialnym w Lipnicy Wielkiej na Orawie.

opracował Marcin Kowalczyk


WSPOMNIENIE ŚP. KS. JANA MAŚLAKA (1896-1951)

Jan Maślak

Ks. Jan Maślak urodził się 27 lipca 1896 roku w Suchej Górze. Ukończył sześć klas szkoły gimnazjalnej, w 1912 roku został klerykiem. W Rożniawie ukończył studia gimnazjalne i zdał maturę. Studia teologiczne ukończył w spiskim seminarium duchownym. Po święceniach kapłańskich, które otrzymał 9 lutego w 1919 roku w Spiskiej Kapitule pracował jako wikariusz w parafiach w Hybiach, następnie od 30 kwietnia 1919 roku do 5 maja 1920 r. pełnił obowiązki wikarego w kościele parafialnym pw. św. Michała Archanioła w Zubrzycy Górnej. Po rozpadku się monarchii austro-węgierskiej został aresztowany i wywieziony do Teresina (9 czerwca 1919 r.). Po opuszczeniu więzienia przeniesiony został do Liptowskiej Tepli następnie do Głodówki oraz do Lipnicy Małej gdzie jako proboszcz pracował do 15 marca 1929 r. W Lipnicy Małej za czasów jego probostwa została zbudowana pierwsza plebania. W marcu 1929 roku wrócił do Zubrzycy Górnej objął posadę proboszcza. Wybrany został do Gminnej Rady i był członkiem Kółka Rolniczego. Założył czytelnię im. Piotra Borowego otwartą dla chętnych wieczorami. W czytelni parafianie Zubrzycy Górnej szukali nowinek w gazetach oraz w zgromadzonych książkach. Były to gazety rolniczy ,,Plon’’, katolicki ,,Rycerz Niepokalanej’’ i ,,Mały dziennik’’ oraz pismo ,,Wielkopolanin’’. W 1929 roku wybrano zarząd OSP i ksiądz Jan został jej prezesem. Ks. Jan Maślak wsparł też powstanie w parafii organizacji „Strzelca”. Latem 1934 roku dokonał poświęcenia instrumentów Orkiestry Dętej przy Ochotniczej Straży Pożarnej w Zubrzycy Górnej. W roku 1937 powołano Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Męskiej, które co niedzielę organizowało spotkania na których ks. Maślak uczył pieśni po polsku, nie tylko kościelnych, ale też patriotycznych czy orawskich. Wielkim jego pragnieniem było aby droga ze Śląska do Zakopanego przebiegała przez Zubrzycę. Wiedział, że ta trasa komunikacyjna wpłynie na lepszy rozwój turystyki oraz będzie dobrodziejstwem dla wsi. Dzięki rozmowom, tłumaczeniom i zabiegom udało się i drogę wytyczono przez Zubrzycę. Warto tutaj wspomnieć, że właśnie przy budowie tej drogi Zubrzyca –Krowiarki pracował poborowy Karol Wojtyła od 20 czerwca do 17 lipca 1938 roku. W tym czasie odbywał służbę pracy w 7 Batalionie 9 kompanii Junackich Hufców Pracy w Zubrzycy Górnej. W czasie II wojny światowej po wkroczeniu wojsk niemieckich na Orawę księdzu Janowi znającemu także język słowacki udało się pozostać w parafii zubrzyckiej. Pomagał inteligencji orawskiej ukrywając osoby, ratując im życie oraz pomagając w przedostawaniu się na Węgry. Po latach pracy w kapłaństwie ks. Jan Maślak zaczął upadać na zdrowiu. Mimo pobytu w szpitalach zmarł w 1951 roku mając 55 lat. Jego mogiła znajduje się na cmentarzu w Zubrzycy Górnej, w pobliżu kościoła. Był wielkim Polakiem, patriotą, wychowawcą i społecznikiem. Ks. Jan Maślak Został Odznaczony Medalem Niepodległości zarządzeniem Prezydenta RP z dnia 21 kwietnia 1937 roku.

opracowała Zofia Warciak 

na podstawie:

F. Kott, Pamięci Zubrzyckiego Proboszcza [w:] "Ziemia Orawska", R:1993, s.24-25,31.

Ł. Wiater, My tu Polocy. Niezwykłe życiorysy orawskich Bojowników Niepodległości, Kraków 2020, s. 119-120.

fot. za www. parafia.lipnicamala.pl


 WSPOMNIENIE ŚP. JANA BEDNARSKIEGO (1860-1926)

Jan Bednarski

Doktor Jan Bednarski urodził się 160 lat temu w Bystrej koło Jordanowa, a odszedł do Pana 94 lat temu w Nowym Targu.

Z wykształcenia lekarz, z zamiłowania społecznik, działacz narodowy. Przez kilka kadencji był posłem do Sejmu Krajowego Galicji od końca XIX wieku do oczątku I Wojny Światowej. Przez sześć lat (od 1919 r. do 1925 r.) pełnił funkcję Starosty Powiatu Spisko-Orawskiego.

Należał do Polowych Drużyn Sokolich i Związku Drużyn Podhalańskich.

Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim podejmując na początku pracę w różnych miejscach na Kresach, a od 1897 roku był lekarzem powiatowym w Nowym Targu i niestrudzonym, zdumiewająco aktywnym społecznikiem. Z jego inicjatywy powstało Gimnazjum im. Seweryna Goszczyńskiego (otwarte w 1904 r.), bursa i szpital oraz budynek sądu w Czarnym Dunajcu. Zaangażował się również w spór o Morskie Oko, a już w 1909 r. składał interpelacje w obronie polskiej ludności Orawy prześladowanej przez ówczesne władze cesarsko – królewskie. Dla tej właśnie sprawy założył w 1913 roku „Gazetę Podhalańską” publikując swoje stanowisko w tych ważkich ówcześnie sprawach. W listopadzie 1918 r. został prezesem Komitetu Obrony Niepodległości w Nowym Targu i wraz z innymi działaczami przyczynił się do wkroczenia na Orawę wojsk polskich (w związku z zaistniałą, nową, historyczną sytuacją). Z tego też powodu działał również w Komitecie Plebiscytowym na Spiszu i Orawie. Za tą szeroko zakrojona działalność na rzecz rozwoju ziemi podhalańskiej i Kresów Południowych (jak wtedy zwykło się nazywać Spisz i Orawę) został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem „Polonia Restituta”.

opracowała Jadwiga Pilch


 WSPOMNIENIE ŚP. KS. PRAŁATA JÓZEFA BURONIA (1890-1976)

Józef Buroń

Urodził się 24 listopada 1890 w Piekielniku. Na swojej drodze kapłańskiej był najpierw wikariuszem w Wielkiej Wsi, potem w latach 1918 – 1920 w Lipnicy Wielkiej, gdzie działał w konspiracji na rzecz przyłączenia Górnej Orawy do Polski wraz z ks. Karolem Machajem oraz jego siostrą Józefą. W tamtym czasie pomógł przedostać się Piotrowi Borowemu do Nowego Targu, z którego w późniejszym okresie wyruszył na konferencje pokojowa do Paryża. Za swoją działalność sam z kolei musiał schronić się w Klikuszowej. Jako jeden z pierwszych kapłanów na Orawie głosił kazania i nauczał religii po polsku. Był członkiem Komitetu Plebiscytowego Spisko-Orawskiego, a także w okresie międzywojennym działał w Towarzystwie Przyjaciół Spisza i Orawy. Należał do orawskich założycieli Towarzystwa Szkoły Ludowej, a od 1922 był jego prezesem. W latach 1920 – 1922 był wikariuszem w kościele w Jabłonce, a w 1922 roku został proboszczem parafii Św. Rozalii w Podszklu gdzie przyczynił się do zmiany szkoły jednoklasowej na pięcioklasową i zatrudnił w niej polskiego nauczyciela. Przeprowadził też tutaj remont ołtarza głównego. W latach 1929 – 1976 był proboszczem w kościele Św. Stefana w Lipnicy Małej, gdzie m.in. kierował budową nowego kościoła. W czasie okupacji słowackiej, jako działacz narodowościowy pozostawał pod kontrolą policji. Po wojnie prowadził parafię przez trudne lata komunizmu. Był jednym z autorów relacji na temat życia ks. Jana Góralika.

Ze swojego dzieciństwa zapamiętałem Go jako nauczyciela religii w Szkole Podstawowej nr 3 w Lipnicy Małej, a później w pobliskiej kaplicy. Jego lekcje religii były żywe, uczył nie tylko religii, ale opowiadał nam o wydarzeniach w świecie, pokazywał proste sztuczki cyrkowe, które mogliśmy opanować. Był bardzo mądrym i wyrozumiałym nauczycielem. Lubiliśmy chodzić na religię. W Św. Józefa dniu swoich imienin po mszy świętej organizował dla nauczycieli trzech szkół i ich rodzin wielkie przyjęcia imieninowe, w których obowiązkowo brały udział dzieci nauczycieli. Miał wszechstronne zainteresowania, był dobrym gazdą, znał się na koniach, leczył ludzi, był bardzo dobrym pszczelarzem, umiał zajmująco przekazywać swoje zainteresowania. Pamiętam, że pewnego jesiennego wieczoru, gdy wracałem z tatą z kina w pobliskim Domu Ludowym, wyszedł na drogę i pokazał nam piękną i bardzo jasną zorzę polarną, przy blasku której można było zobaczyć na zegarku która jest godzina. Powiedział wtedy, że jest to dobry znak, bo zorza jest jasna. Był to chyba okres tzw. Kryzysu Kubańskiego.

Zmarł 4 grudnia 1976 roku w Lipnicy Małej i tu został pochowany. Za swoją działalność odznaczony został Srebrnym Krzyżem Zasługi w 1936 roku i Medalem Niepodległości w 1937 roku.

w trybie zdalnym wspominał Roman Ciok

 

Ocalić od zapomnienia: zioła w tradycji ludowej

15 sierpnia przypada święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny – Matki Bożej Zielnej. Ludowe porzekadło mówi, że tego dnia każda roślina i kwiat woła zanieś mnie do kościoła.

Poświęcony bukiet ziół i kwiatów, owoców i zbóż nabiera właściwości leczniczych. Przez cały rok leczy ludzi i zwierzęta. Chroni też przed czarami i złymi mocami. Należy go przechowywać za obrazem we wnętrzu domu.

Kiedyś wierzono, że choroby mogły być wywoływane przez rozmaite demony i czarownice, które swoimi zabiegami, czarami, szkodziły człowiekowi zsyłając na niego choroby, podobnie jak nieodpowiednie zachowanie się w czasie świąt, czy światło księżycowe, czy ostry blask słońca. Twierdzono również, że złe powietrze i silne wiatry odgrywają wielką role w przenoszeniu i rozprzestrzenianiu się chorób. Niektóre dolegliwości miały pochodzić z uroków – uważano, że złe spojrzenie mogły posiadać nie tylko czarownice, ale także osoby niezdające sobie z tego sprawy. Za źródło wielu niedomagań uznawano złe sny, a konkretnie wyśnione demony, które pojawiały się i przybierały ludzką lub zwierzęcą postać. Jeszcze inną przyczyną chorób, np. reumatyzmu i infekcji skórnych mogła być woda.

Ochroną przed chorobami w wierzeniach ludowych były np. noszenie z sobą swego rodzaju amuletów: przedmiotów poświęconych, np. medalików, krzyżyków, buteleczek z wodą święconą, które, szczególnie ta poświęcona w Wielką Sobotę lub pochodząca z miejsc pielgrzymkowych, miała być lekarstwem na wszystkie dolegliwości. Wierzono też, że by być zdrowym i aby ciało było czyste i zdrowe należało w Wigilię Bożego Narodzenia jeść czosnek, jabłko i do wieczerzy usiąść w butach oraz czystych ubraniach. W Wielki Piątek zaś rytualnie obmywano ciało przed wschodem słońca w wodzie, która w tym dniu miała być lecznicza.

Ważną rolę na wsiach odgrywało także ziołolecznictwo. Rośliny od wieków służyły ratowaniu zdrowia, nie tylko w tradycji ludowej. Wpływ na to miało środowisko klasztorne, które w dużym stopniu rozwinęło ogrodnictwo i ziołolecznictwo. To mnisi wykonywali pierwsze receptury z ziół, choć wierzono, że tylko Bóg może pomóc złagodzić wszelkie dolegliwości i tą moc dał Jezusowi, apostołom i ich następcom. Uzależniano też wyzdrowienie od wewnętrznej przemiany, żalu i pokuty.

W tradycji ludowej długo wierzono (i jest to widoczne do dziś), że najlepszym lekarzem w jest natura.

Leczeniem zajmowały się często zielarki. Jako kobiety, istoty z natury opiekuńcze, miały być wrażliwe na ból i cierpienie innych. Ich wiedza miała obfitować nie tylko w wiadomości terapeutyczne, umiały także zbierać, suszyć i przechowywać rośliny lecznicze. Znajdowały zastosowanie nie tylko dla kwiatów, ale także korzeni, bulw, kłączy, owoców, nasion, kory, gałęzi, pąków, soku, a nawet słomy i siana. Kobiety umiały tez sporządzić leki, maści, syropy, nalewki. Zioła zbierano na granicach, miedzach, wokół świętych kapliczek czy krzyży. Miejsca te miały mieć moc magiczną. Niektórych chorób miano się też pozbywać będąc w bezpośredniej bliskości z drzewami: dzikim bzem, dębem, brzozą, topolą, osiką, wierzbą, czy lipą.

Uzdrawiająca moc ziół i tu z czasem wiązana była z religią. Dawne zaklęcia zastępowano modlitwą, zmieniano nazwy roślin (na przykład dziurawiec nazywano dzwonkami Matki Bożej). Dla ochrony zioła wkładano do kołyski, noszono przy sobie, palono je w piecu przed burzą, dodawano do zbóż jako ochrona przed zniszczeniem oraz do pierwszego snopka, aby gryzonie nie zjadły ziarna. Wkładano je także do trumien zmarłym, aby nie wracali do domu…

Przykłady ziół stosowanych na Orawie:

Mięta – królowa ziół

Występuje w Europie, Azji, Ameryce. Legenda głosi, że jej nazwa wywodzi się z mitologii greckiej: Hades zakochał się w dziewczynie, nimfie, o imieniu Mintha. Dostrzegła to jego żona i chciała ją zadeptać na śmierć. Hades zamienił ją w zieloną, świętą roślinę – miętę. Od tej pory mięta jest symbolem silnych uczuć do bliskiej osoby. Do dziś wszak mawia się, że ktoś czuje do kogoś miętę, pozostała więc dedykowana sprawom miłosnym (ale też społecznym i finansowym), poleca się ją kochankom celem pobudzenia namiętności, a noszona w portfelu usuwa lęki i przyciąga szczęście, chroni przed zawiścią i zazdrością.

Co ciekawe, miętę spotykamy też w ewangelii św. Mateusza, gdzie Jezus mówi uczonym, że dają daninę z mięty a zapominają o sprawiedliwości (Mt 23,23).

Mięta stosowana jest w kuchni, medycynie i przemyśle. Ma działanie orzeźwiające, odkażające, przeciwbakteryjne, przeciwzapalne, łagodzi nudności, wymioty, stres.

Jest składnikiem wielu produktów i potraw, gum do żucia, cukierków, pasty do zębów. Ma działanie rozkurczowe, ułatwia trawienie, zapobiega wzdęciom. Olejek miętowy stosowany jest do inhalacji przy zapaleniu zatok, grypie, przeziębieniu.

dziurwiec fot min KFDziurawiec; fot. Katarzyna FujakDziurawiec – dzwonki Matki Bożej

Legenda głosi, że plamy na liściach tej rośliny to ślady krwi poranionych stóp Matki Bożej, które powstały podczas ucieczki przed Herodem, a także, że to szatan kłuł liście, aby dokuczyć Maryi, która bardzo tą roślinę lubiła. W ikonografii często przedstawia się Marię stąpającą po ziołach. Poza tym dziurawiec jest też tzw. zielem świętojańskim i krzyżowym (bo listki ma ułożone na kształt krzyża).

Już w średniowieczu ziele to miało koić ciało poranionych rycerzy. Lekarstwo to w bywało używane w rozmaitych formach: sproszkowane, suszone, jako napar, odwar, wyciąg, sok, syrop, olejek, maść, okład, balsam, składnik leczniczych naparów, a nawet, poświęcony, do okadzania ludzi i zwierząt.

W medycynie ludowej, domowej, wywar z dziurawca stosowano w bólach żołądka i wątroby, Ma leczyć depresję, lęki, niepokój i bezsenność. Sok zaś z dziurawca przypominał krew, dlatego leczono nim też i krwotoki z nosa, chorzeniach naczyń krwionośnych przemywano rany po oparzeniach.

Zofia Warciak

Ocalić od zapomnienia: świętojańskie zwyki

W kalendarzu chrześcijańskim 24 czerwca przypada święto Narodzin św. Jana Chrzciciela. W tradycji ludowej czas ten był, jeszcze stosunkowo niedawno, bogaty w przeróżne obrzędy związane z przesileniem letnim, które nosiły w sobie także pierwiastki kultu Słońca.

Na dawnej Słowiańszczyźnie było to wielkie święto powitania lata obchodzone w najkrótszą noc w roku (z 23 na 24 czerwca) oraz najdłuższy dzień – 24 czerwca. Świat chrześcijański, podobnie, jak wiele innych pogańskich zwyczajów, utrzymał i zasymilował noc Kupały w postaci świętojańskiej lub jańskiej nocy, sobótki, która przechodząc swoistą transformację przetrwała w reliktowych i już cząstkowych formach obrzędowych do naszych czasów.

Św. Jan Chrzciciel jest patronem pasterzy, kuśnierzy, rolników, krawców, kowali, farbiarzy, stolarzy, a także opiekunem domowych zwierząt, szczególnie owiec. W ikonografii przedstawiany jest jako chłopiec, młodzieniec odziany w zwierzęce skóry, z krzyżem w ręku oraz barankiem leżącym u jego stóp, albo którego trzyma na ramionach.

Świynty Jon, świynty Jon, polana zielono,

Polona zielono, piyknie umajono

Za jedny doliny słónecko wychodzi,

Za drugi doliny słónecko zachodzi,

Poli się ta poli oginek na holi,

Któz go ta zapolił – Janicek ze skoli.

Tak dawniej śpiewano na Górnej Orawie, gdzie dzień ten miał szczególnie znaczenie. W wigilię św. Jana gazdowie przyozdabiali (a czasem wciąż jeszcze przyozdabiają) swoje domy oraz budynki gospodarcze gałązkami, głównie jesionu, lipy, czy leszczyny. Są to drzewa o znaczeniu magicznym – miały chronić gospodarstwa, szczególnie chroniły przed wężami, kretami i myszami. Szczególnie gałązki lipy – bowiem lipa to drzewo opiekuńcze, przyjazne, dające spokój, patronujące miłości, płodności i narodzinom – zabezpieczały też przed czarownicami, złymi mocami oraz przywracały wegetację roślin. W przeddzień św. Jana należało też zebrać dziurawiec – w tym dniu miał mieć najwięcej właściwości leczniczych i szczególną moc – wszak nazywano go świętojańskim zielem. Gaździny zaś powinny przed wschodem słońca wyjść z domu i przejść dziewięć miedz rwąc z każdej sznurowej roli trawy, którą później dawano do jedzenia krowom, aby dawały dużo mleka.

Pastyrecka w lesie gałązecke niesie,

Pola umajone, krowy uwiązane.

Na świetego Jana pasterka śpiywała

Kozdo dolinecka wesoło bywała.

Na orawskich pastwiskach i polanach słychać było taki radosny śpiew, który obchodzili swoje święto, bowiem wśród ludności zajmującej się głównie rolnictwem i wypasem, dzień św. Jana był tym szczególniej obchodzony, że było to święto pasterskie.

Obchody rozpoczynały się już wigilię: palono ogniska na polanach i halach gotując świąteczne potrawy pasterskie, odbywały się przeróżne zabawy i gry zręcznościowe, często tańczono przy muzyce.

pary w strojach ludowych tańczące w trakcie imprezy plenerowejŚwięto Pasterskie w skansenie w Zubrzycy Górnej, lata '80 XX w.; fot. J. Mazur, Archiwum M-OPENastępnego dnia pasterze i pasterki w tym dniu wcześnie rano zaczynali paść gęsi, krowy czy owce. Potem zamykali inwentarz w kosorach i stajniach, przywdziewali odświętnie odzienie i szli na odpust do Orawki, na który dawniej schodzili się pasterze niemal z całej Górnej Orawy. Ludzie spotykali się, uczestniczyli razem w uroczystej sumie polecając się opiece św. Jana. Po mszy św. za zaoszczędzone albo otrzymane od gospodarzy grosiki mogli kupić od handlarzy piszczałki, grzebienie, kolorowe cukierki, spinki i piśkorki (rodzaj zabawek, gwizdków). Była to wielka radość dla dzieci. Gazdowie orawscy przygotowywali też wówczas różne podarki dla juhasów, honielników oraz innych zajmujących się na co dzień wypasem.

Po powrocie z odpustu we wsiach budowano koleby (szałasy z gałęzi jodły, świerka, lipy czy jesionu). We wnętrzu umieszczano stół wykonany z pnia drzewa oraz różne siedziska z korzeni. Przygotowywano masło, chleb, jajka na jajecznicę, słoninę lub boczek, kawę zbożową, kompot z poziomek i cukierki z odpustu, matki przygotowywały dla dzieci serki w kształcie serca. W kolebie dzieci spędzały cały dzień. Bawiły się w rożne wymyślone zabawy, grały na listkach, piscołkach, zakupionych na straganach drumlach i różnych gwizdkach. Przed kolebą rozpalano ognisko, smażono jajecznicę, która w ten dzień zawsze szczególnie smakowała, bo nie dodawano do jajek mleka ani mąki.

koliba2 koliba3 koliba1
Koliba w skansenie, 2016; fot. R. Ciok    

 

W dzisiejszych czasach rekonstrukcje takich świętojańskich i pasterskich obrzędów możemy podziwiać na scenach podczasróżnych przeglądów folklorystycznych i lokalnych wydarzeń kulturalnych organizowanych także i w naszym skansenie, szczególną rangę zaś ma w regionie, obok odpustu w Orawce, Święto Pasterskie organizowane dziś w Lipnicy Wielkiej z początkiem lipca.

Zofia Warciak, Marcin Kowalcz